poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2017-1, Cykl o Rodzinie

CZASEM ZDARZY SIĘ IMPREZA U OJCA PIO

Dwunasta trzydzieści, w przytulisku przy Skawińskiej zaczyna się obiad. Chociaż jest koniec listopada, w Krakowie jest ciągle ciepło. Pierwsze przymrozki minęły, a że z modrzewiów igły nie opadły, to zimy długo nie będzie.

Zadzwoniłem do furty. Natychmiast uchyliły się drzwi. Przy wejściu karton z używanymi rzeczami – kto znajdzie coś dla siebie, zabiera. Kto jednak spodziewałby się smrodu – byłby zadziwiony, kto myślałby, że będzie brudno – musiałby zweryfikować swoje wcześniejsze sądy. Portiernię obsługuje jeden z bezdomnych. Skontaktował mnie po chwili z bratem Janem albertynem, zarządzającym ośrodkiem. Czekam chwilę w ciemnym korytarzu zakończonym drzwiami do jadalni. Wyglądają przez nie mężczyźni w różnym wieku. Brat Jan wprowadził mnie do jadalni i przedstawił ludziom stojącym w kolejce po posiłek. Od razu zgłosił się pierwszy ochotnik.

Kaligraf

W., pięćdziesięcioletni kaligraf. W poszukiwaniu spokoju zaprosił mnie do swojego pokoiku. Kilka metrów kwadratowych, łóżko, mnóstwo szpargałów, stalówek. Ściany obwieszone pięknie wypisanymi fragmentami. W honorowym miejscu portret żołnierza.

– Ojciec?

– Dziadek, zamordowali go w Katyniu. Zrobił mi kawę, sobie mocną herbatę.

– To byłaby już czwarta dziś kawa, nie mogę więcej…

– Mieszkam tu od dwóch lat. Trafiłem do albertynów po trzecim odwyku alkoholowym, dwa były refundowane, jeden za własne pieniądze… Formalnie jestem bezdomny od 2004 roku. Jak to się stało? Nieudane małżeństwo, złe wybory z przeszłości – zła praca, zły kierunek, trauma z dzieciństwa. Wloką się za mną demony przeszłości. Właściwie, to nie byłem nigdy na ulicy. I nigdy nie będę. Bezdomność ma różne oblicza.

– Zarabia pan kaligrafią? – zapytałem wodząc oczami po tuszach, pergaminach i gotowych projektach.

– Zawodów mam kilka, ale ze względu na niepełnosprawność nie mogę ich wykonywać. Kaligrafia to moja ziemska misja.

– Wie pan – podjął opowieść – miałem rodzinę, trójkę dzieci. W Krakowie mieszkam od dziecka. Przez trzydzieści pięć lat piłem. Przyspieszyło to jedynie rozwód, po którym żona wymeldowała mnie z domu. Pomieszkiwałem u kolegów.

W 2013 roku sięgnąłem dna. Paskudnie czułem się ze sobą samym. Rozsypywałem się od środka. Postanowiłem to zmienić. Miałem klapki na oczach jak koń dorożkarski. Brakowało mi jakiejś podpory, czułem się jak szmata. No a jak trwoga, to do Boga. Chciałem znaleźć z kontakt z Bogiem. Zacząłem regularnie chodzić w niedzielę do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, to była wiosna 2010 roku. Zażądałem cudu od Pana Boga. I dostałem. Po trzydziestu siedmiu latach – rzuciłem palenie. Cud się stał! Myślałem, że tak samo będzie z alkoholem. Wie pan, miałem jednak robaka. Cały czas chciało mi się pić. Poszedłem na odwyki. Po pierwszych dwóch wpadałem w te same koleiny po miesiącu, po dwóch. Próbowałem się z tego wydostać, ale nie miałem zdrowia, sił do pracy, nie dawałem rady. Zgłosiłem się na trzeci odwyk. To zmieniło moje życie. Przestałem pić. Byłem tam dziewięć tygodni.

Nie miałem, gdzie wrócić. Była zima. Groziłem, że stoczę się. Zaproponowano mi, żeby zadzwonić do albertynów. Powiedziałem, że tam są sami bandyci, że wisi na nich odium pcheł i biedy. Ale zgłosiłem się. Pierwsze trzy noce spędziłem na podłodze w jadalni, potem dostałem łóżko. U albertynów zabrałem się do kaligrafii. Utrzymywało mnie to w człowieczeństwie, zaspokajało to moje potrzeby wyższe, estetyczne. Jest to mój intymny świat, który utrzymuje mnie na jakimś poziomie duchowym. Czuję się istotą ludzką, a nie tylko poszukiwaczem żarcia i schronienia.

– A czuje się pan ubogi, biedny?

– Nie, skąd! Ubogość to kwestia poszerzenia świadomości. Człowiek jest biedny, bo jest głupi. Tym bardziej człowiek jest biedny, im bardziej jest zniewolony przez wszystko. W przytulisku nie ma motywacji do rozwoju. Owszem, ratuje życie. Przeszedłem tu przez wiele rzeczy, problemów, ale mogłem je przebyć, bo miałem minimum socjalne: dach nad głową i jedzenie. Jak już się dobrze poczułem, to zapragnąłem odejść.

– Coś więcej o Bogu?

– To moja intymna sfera, bardzo prywatna. Nie chcę o tym mówić.

(…)

Całość w rozmowy w najnowszym numerze dwumiesięcznika „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej (2017/1) – temat przewodni MIĘDZY UBÓSTWEM A BIEDĄ

Michał Martyna Michał Martyna
SŁOWO NA DZIŚ
ŁAMIEMY SŁOWO

Kobieta wiary

Kobieta kananejska przedstawia Kościół, który ma korzenie pogańskie. Ona przez wiarę uczestniczy w obietnicy, którą otrzymał Abraham. Abraham był poganinem, ale stał się spadkobiercą obietnicy dzięki wierze. Ona potrafi tylko krzyczeć, błagać… wyrazem tej wiary jest krzyk: „Ulituj się nade mną, Panie, synu Dawida?”

– ks. Jacek Pawłowski MS


MYŚLI OJCÓW PUSTYNI - ROZWAŻANIA BIBLIJNE

A F O R Y Z M

„Nigdy nie przeklinałam, nie leży to w mej naturze.”

(Joanna d’Arc)


AFORYZMY

MULTIMEDIA
FACEBOOK
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA