poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2017-6, Cykl o Rodzinie

CZEKA NAS RADOŚĆ

Beatą Keklak z Krakowa, żoną Staszka i mamą Arka rozmawia Michał Martyna

W ostatnim czasie przechodziłaś śmierć najbliższych…
W czasie Wielkanocy tego roku zmarli moja kuzynka, ciocia i wujek, później tata, a 17 dni po nim zmarła mama.

Śmierć ojca przyszła nagle?
Tata w życiu nie był u lekarza. Nigdy nie przyznał się do choroby. Był twardym człowiekiem. Osiem lat temu miał zawał. Lekarka powiedziała, że z takiego zawału wychodzi tylko jeden procent pacjentów. Taki zawał zdarza się przeważnie w nocy i człowiek po prostu zasypia. A on dostał go w dzień i akurat w tym dniu była u niego moja siostra i wezwała pogotowie. Gdyby jej nie było, mama nie mogłaby tego zrobić, gdyż ojciec nie zgodziłby się. To był cud. Matka Boża go uratowała. Dostał szansę, żeby się nawrócić.

Tata był niewierzący?
Nie, to nie było tak, że on nie wierzył, on tylko obraził się na Pana Boga i nie chodził do kościoła. Po tym zawale Pan Bóg prowadził go stopniowo, między innymi poprzez nawrócenie moje i mojego męża. Tata odszedł z tego świata nawrócony. Podczas choroby mamy przyjechał do nas do Krakowa i byliśmy razem na Eucharystii w Łagiewnikach. Tata ostatni raz w kościele był na naszym ślubie, ponad 20 lat temu. Powiedziałam mu, że trzeba się modlić za mamę. I on zaczął się modlić, choć nie było łatwo.

Przystąpił do spowiedzi?
Mama mówiła mu: Marian, może przed śmiercią warto iść do spowiedzi? Proponowaliśmy mu to kilka razy, ale nie zgadzał się. Za każdym razem odpowiadał: „jeszcze nie teraz”. Jednak przed śmiercią trafił do szpitala. Tam był ksiądz, który go rozgrzeszył i udzielił sakramentu namaszczenia chorych.

Zdążyłaś się z nim pojednać?
Po mim nawróceniu prosiłam mamę i tatę o wybaczenie, bo naprawdę byłam niedobrą córką. Przed rokiem mój tata też mnie przeprosił. To było niesamowite przeżycie usłyszeć w jego ustach słowo „przepraszam”, to były wielkie słowa. Podczas pogrzebu cioci pożegnaliśmy się po raz ostatni. Nigdy nie zapomnę tego, jak mnie wtedy przytulił. To było inne pożegnanie niż wszystkie poprzednie. Kiedy odjeżdżaliśmy z mężem, tata stał i patrzył na mnie. Jego oczy zawsze były mętne, jakby za mgłą, jednak w tym momencie jego oczy patrzyły… w moje oczy, takiego spojrzenia jeszcze nigdy u niego nie widziałam. Przyszło mi na myśl, że to nasze ostatnie spotkanie. Wyraz jego twarzy był pełen jasności, zupełnie inny niż zazwyczaj.

A po dwóch tygodniach zmarła mama…
Tak, mama chorowała na nowotwór. Przez trzy tygodnie leżała w szpitalu. Cierpienie znosiła z pokorą, choć zawsze bała się cierpienia. Była pełna pokoju wewnętrznego, wiedziała, że to wola Pana Boga. Byliśmy pełni podziwu, widząc, jak Pan Bóg był z nią. Po śmierci taty zaczęła gasnąć. Miała iść na operację. Jechałam po nią, żeby zabrać ją do Krakowa, do szpitala, ale już tu nie dojechała. Odeszła w domu, przy mojej siostrze, z uśmiechem na twarzy. To była sobota, wigilia święta Miłosierdzia Bożego. Ona całe życie miała nabożeństwo do św. Józefa i do Matki Bożej, ufała Bożemu Miłosierdziu, modliła się o nasze nawrócenie. Pan Bóg zabrał ją w tak pięknym dniu.

To był trudny czas dla ciebie…
Pan Bóg dał mi tę łaskę przyjęcia ich odejścia w pokoju, bez rozpaczy i pretensji. Cztery lata temu na pogrzebie mojego szefa z pracy usłyszałam, że Pan Bóg wybiera sobie najlepszy moment. Nie rozumiałam tego wtedy. Jednak gdy umarł tata, ksiądz powiedział, że Pan Jezusa umarł za niego. To było dla mnie potwierdzenie, że Pan wziął go do siebie. Wierzę, że oni są już w niebie u Pana Boga.

Pan Bóg z tych pogrzebów wyprowadził dobro. Nasza rodzina była od siebie oddalona, brakowało dobrych relacji. Po pogrzebach spotkaliśmy się i nasze wzajemne kontakty zaczęły być budowane na nowo. W rodzinie, ze strony taty, która zawsze była skłócona, nastąpiło pojednanie braci taty, a także nas z kuzynami.

Śmierć bliskich w Wielkim Poście nabiera innego wymiaru przez Paschę Jezusa…
Rzeczywiście, to nie był zwykły czas. Pan Bóg dał mi wiarę, że On daje życie wieczne. Dał mi także pewność, że On zabiera moich rodziców do siebie. Nie było we mnie żalu. Owszem, przeżyłam to emocjonalnie, ale Bóg dał mi pokój w sercu.

Czyli co nas potem czeka?
Potem czeka nas radość. Wielka radość.

 

Michał Martyna Michał Martyna
SŁOWO NA DZIŚ
ŁAMIEMY SŁOWO

Talenty

Egocentryzm nie jest i nie będzie nigdy źródłem prawdziwego szczęścia. Dobrobyt, do którego człowiek chociaż ma jakieś prawo, ostatecznie nie zaspokoi jego najgłębszych pragnień; co więcej, z dobrobytem na dłuższy czas człowiek sobie nie radzi…
ks. Jacek Pawłowski MS


MYŚLI OJCÓW PUSTYNI - ROZWAŻANIA BIBLIJNE

A F O R Y Z M

„Miłość to jest to, co pozostaje, gdy już zabrane jest wszystko. Nawet nadzieja.”

(Anna Kamieńska)


MULTIMEDIA
FACEBOOK
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA