poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2018-1, Cykl o Rodzinie

DAR CZY ZNIEWOLENIE

Seksualność – między darem a zniewoleniem?

Czy istnieje uzależnienie od pornografii? Czy masturbacja jest grzechem czy nałogiem? Czym jest cyberseks i jakie może mieć konsekwencje? Gdzie szukać pomocy, kiedy nasza seksualność wymyka się spod kontroli?

Między przesadą a bagatelizacją

Na wiosnę wybrałem się na wykład pewnego profesora, specjalisty od choroby alkoholowej. Referat miał dotyczyć seksoholizmu i innych uzależnień behawioralnych.

Ogromna sala Collegium Maximum w Krakowie pękała w szwach. Było wielu ludzi młodych, z których – jak podejrzewam – wielu borykało się ze swoją seksualnością. Profesor natomiast przekonywał, że od kilkudziesięciu lat w psychologii jest moda na problem uzależnień, a dodatkowo jest ona podsycana przez szukające sensacji media. – Nie ma co się za bardzo przejmować seksoholizmem – twierdził prelegent i uzasadniał, że jako specjalista wie, że nieleczone uzależnienie od alkoholu może prowadzić do śmierci, natomiast nie zna statystyk, które mówiłyby o ludziach doprowadzonych do śmierci np. przez masturbację…

Słuchałem tego z rosnącym zdziwieniem, a brak możliwości zadawania pytań i komentarzy z sali uniemożliwił jakąkolwiek dyskusję czy polemikę. Oczywiście można zgodzić się, że istnieją w mediach pewne trendy i doszukiwanie się uzależnienia na każdym kroku (np. przy normalnym korzystaniu z internetu), można uznać za przesadę. Jednak, kiedy z perspektywy gabinetu psychoterapeutycznego rozmawiam z osobami, dla których seksualność jest ogromnym problemem, trudno żartować na ten temat i go bagatelizować.

Zresztą sama medycyna i psychoterapia zatoczyła w tej sprawie wielkie koło.

Od patologii do normy

Jeszcze sto lat temu lekarze przestrzegali, że masturbacja może prowadzić do ślepoty i straszono tymi konsekwencjami dojrzewającą młodzież. W Kościele natomiast niejednokrotnie widziano w takiej praktyce przede wszystkim ciężki grzech, a okoliczności, w jakich ona występowała, nieraz uchodził uwadze mniej wprawnych spowiedników, mimo że teologia moralna od wieków odróżniała grzech materialny (czyli sam konkretny uczynek) od grzechu formalnego (czyli tego, czy jest świadomy i dobrowolny, czy jakoś uwarunkowany psychologicznie). Rozeznanie obu wymiarów czynu jest konieczne, aby móc określić ciężar osobistej odpowiedzialności człowieka – twierdzili wybitni moraliści (m. in. ich patron i doktor Kościoła św. Alfons Maria Liguori) i ta wiedza powinna być zawsze stosowana.

Nawet Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, mimo że sile libido przypisywał wielką wagę, nałóg masturbacji uznawał za objaw niedojrzałości, groźny dla zdrowia psychicznego. Z kolei jeden z jego następców, Otto Fenichel o uzależnieniu seksualnym pisał jako o „narkomanii bez narkotyków”. Dopiero badania biologa, Alfreda Kinseya z 1948 roku na temat seksualności mężczyzn otworzyły drogę do zmiany perspektywy patrzenia, bo zebrane w sposób tendencyjny i nierzetelny dane posłużyły do sformułowania wniosków, które stały się bronią ideologiczną w walce o kulturową zgodę na dowolne korzystanie z seksualności. „Skoro pewna liczba osób uprawia seks pozamałżeński, jest to normalne i trzeba skończyć z krytyczną oceną takich czynów” – głosili rzecznicy rewolucji seksualnej. I tak, jak rewolucja październikowa miała w założeniu wyzwolić chłopa i robotnika spod władzy kapitalisty, ta druga rewolucja miała dać człowiekowi wolność od zasad i ograniczeń moralnych.

Co ciekawe, ich tezy mocno zakorzeniły się także w naszym języku, skoro pojęcie „wolnej miłości” kojarzy się dziś z wyzwoleniem od konwenansów, tak jakby miłość małżeńska tylko z nich wynikała i miała być wolności pozbawiona… Zresztą Kinsey tak się zafascynował przedmiotem swoich badań, że sam zaczął z nim eksperymentować w osobistym życiu i to też w pewien sposób pokazuje jego nachylenie ideologiczne.

W kolejnych dziesięcioleciach dalej przełamywano seksualne tabu i coś, co wcześniej w sposób oczywisty było oceniane jako szkodliwe, pokątne, mroczne i nielegalne, stawało się powszechnie dostępne i w dodatku propagowane jako przejaw osobistej wolności obywatelskiej. Tu z kolei swoje „zasługi” położył skandalista Larry Flynt. Kultura popularna też się do tego przyczyniała, przesuwając granice wstydliwości aż do swoistego ekstremum, jakie stanowi pornografia, w której chodzi już tylko o wywoływanie podniecenia.

W warunkach polskich jeszcze trzydzieści lat temu, żeby dotrzeć do gazetki pornograficznej, trzeba było mieć wujka marynarza albo kierowcę jeżdżącego na trasach międzynarodowych. Od lat 90–tych. XX wieku konieczne było już tylko przełamać wstyd i badawcze spojrzenie kioskarki. A dziś wystarczy włączyć komputer albo dekoder telewizji kablowej. I choć istnieją próby ograniczania dostępności do takiego „towaru”, to jednak są one wielce nieskuteczne, a jakie mogą być konsekwencje społeczne takiej dostępności?

(…)


Cezary Sękalski – teolog, dziennikarz, redaktor, fotograf, wykladowca i psychoterapeuta,
mieszka w Krakowie


 

Całość rozmowy w najnowszym numerze „La Salette – Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej” – 2018/1 Wyzwoleni przez Pana

 


Cezary Sękalski Cezary Sękalski
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 3, 10-18), Trzecia Niedziela Adwentu, 16 grudnia 2018

Co robić?

Adwent to  czas oczekiwania, ale nie bierności. To czas decyzji, powrotu do źródeł, fundamentów naszej wiary. To dobry moment na powrót do postanowień podjętych i porzuconych, niezrealizowanych, do spraw przegranych, które czekają na kolejną sznasę, zmian taktyki, dociekań, poszukiwań, pytań. Czas, w którym nie wypada mówić „to nie dla mnie”, bo Pan przyjdzie do wszystkich bez wyjątku.

ks. Bartosz Seruga MS
(dyrektor Centrum Informacyjnego Misjonarzy Saletynów)

ROZWAŻANIE SŁÓW EWANGELII

A F O R Y Z M

„Jeśli człowiek pragnie radości, nie może się gniewać.”

(Lew Tołstoj)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

5 dni temu

Misjonarze Saletyni
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

6 dni temu

Zbliża się Wigilia. Wieczór, który warto dobrze zaplanować i przemyśleć.
Publikujemy w całości tekst, który już rok temu miał swój internetowy debiut, teraz także na łamach ostatniego numeru Posłańca o budowaniu relacji.
JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TE SŁOWA KOMUŚ MOGĄ POMÓC - PRZEKAŻ DALEJ.

Święta najpiękniejsze, święta najbardziej koszmarne...

Świąteczna rodzinna sielanka
Żłóbek, sianko, mały Jezusek, Najświętsza Panienka, choinka, kolędy, potrawy wigilijne, opłatek, życzenia to podstawowe „składniki” świąt Bożego Narodzenia. To również obrazy, którymi posługuje się machina marketingowa napędzająca przedświąteczne zakupy, a także silnie zakorzeniony, wręcz niemożliwy do pokonania stereotyp definiujący przeżywanie ostatnich dni grudnia. Bo przecież to najbardziej rodzinne święta, najpiękniejsze, mimo mrozu pełne ciepła, bo cała rodzina w miłości i radości spotyka się przy wspólnym wigilijnym stole. Tak ma być i nie może być inaczej. A jeśli nie jest, trzeba zrobić wszystko, aby tradycji stało się zadość. Ciekawe, że nawet mainstreamowe media, które przez jedenaście miesięcy w roku robią niemal wszystko, żeby rozbić i poniżyć rodzinę, zwłaszcza rozumianą po chrześcijańsku, przez te kilka tygodni przed świętami zmieniają się w piewców piękna ogniska domowego.

Hipokryzja
Wigilia i Boże Narodzenie to najpiękniejsze święta dla tych, którzy mają piękne rodziny albo przynajmniej wspomnienie takiej atmosfery, o jakiej tak głośno wokoło, i choćby minimalne środki, aby próbować ją odtworzyć. Biorąc jednak pod uwagę, że ciągle rośnie liczba rozwodów, że wiele rodzin wokół nas to rodziny dotknięte alkoholizmem, fizyczną lub psychiczną przemocą czy innymi czynnikami klasyfikującymi je jako dysfunkcyjne, trzeba powiedzieć, że osób, dla których święta są koszmarem jest wokół nas mnóstwo. Czy członkowie takich rodzin czekają z radością na święta? Częściej adwentowemu oczekiwaniu towarzyszy narastające napięcie, frustracja, niechęć lub lęk. Jak spojrzeć w oczy tym, którzy zadali bądź wciąż zadają ból i którym tak trudno przebaczyć? Jak łamać się opłatkiem z bliskimi, którzy nigdy nie widzą w sobie winy, a w innych wokół – zawsze? Jak spędzić z nimi kilka dni na serdecznych rozmowach, które nijak się nie kleją, bo już od lat nie mamy sobie nic do powiedzenia?
Dylematy
Rzeczywiście zdarza się nierzadko, że świąteczna atmosfera otwiera serca ludzi skonfliktowanych ze sobą i dzielenie się opłatkiem oraz wspólnie spędzony czas są okazją do pojednania i przywrócenia pokoju w rodzinie. Dzieje się tak jednak na ogół tylko wtedy, gdy ludzie są na tyle dojrzali, żeby rozwiązać problemy, wyjaśnić nieporozumienia, uznać swój błąd. To sytuacje, kiedy rany nie są jeszcze głębokie. Niestety w wielu wypadkach problemy są zbyt poważne i trwają nazbyt długo, aby mógł je rozwiązać jeden wigilijny wieczór. I wtedy pojawiają się wspomniane dylematy: Co robić? Trwać w tej farsie czy z nią walczyć? Zostać i znowu cierpieć czy uciekać?
Niewielu ma odwagę przeciwstawić się swoim bliskim. Bywa, że wybierają najbardziej niefortunną formę reakcji – agresję przeciw wszystkim podtrzymującym świąteczne zakłamanie. Nieraz wybierają inną opcję – ucieczkę, odcięcie się. W jednym i drugim przypadku odpowiedzią jest zazwyczaj rodzinny ostracyzm – wykluczenie i napiętnowanie. Mało kto ma siłę udźwignąć ciężar bycia tym złym, nieczułym, niewdzięcznym, egoistą.
Większość osób z dotkniętych patologią rodzin znosi puste tradycyjne rytuały pokornie i milcząco, a święta przeradzają się w kolejną psychiczną przemoc w majestacie religii nowonarodzonego Boga, wiary przodków i ojczystych tradycji.

Co można zrobić?
Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa przede wszystkim z uwagi na siłę głęboko zakorzenionych tradycji, jeszcze raz powtórzę – dobrych tradycji, jeśli ktoś ma zdrową, kochającą się rodzinę. Decyzja należy przede wszystkim do osób dotkniętych cierpieniem przez swoje rodziny. Nieraz nie ma innego wyjścia jak, bez zbędnej agresji, postawić swoim krewnym granice, bądź rezygnując ze wspólnych świąt, bądź, co trudniejsze, nie dać sobie narzucić takiego sposobu ich przeżywania, który jest nie do zaakceptowania, zdecydować, w czym chcę, a w czym nie chcę uczestniczyć. Oczywiście można też zaproponować zmiany, bo przecież tradycja nie jest dogmatem wiary i w różnych krajach są odmienne zwyczaje bożonarodzeniowe, ale nie byłbym w tym względzie przesadnym optymistą. Spodziewałbym się bardziej krytyki i odrzucenia nowatorskich pomysłów niż ich akceptacji.
Co możemy zrobić wszyscy? Przede wszystkim zdać sobie sprawę, że dla wielu osób wokół nas święta Bożego Narodzenia to najbardziej koszmarny czas w roku. Te osoby potrzebują przynajmniej jakiegoś wsparcia, zrozumienia, niekoniecznie dobrych rad i pouczeń. Dobrze byłoby mieć otwarte oczy i nie zamykać się w swojej sielance, jeśli komuś się poszczęściło i ma zdrową, normalną rodzinę. Może pusty talerz przy wigilijnym stole, nieraz będący tylko, nomen omen, pustą tradycją, jest właśnie dla nich? Nie dla mimo wszystko mitycznych jeszcze w Polsce imigrantów lub bezdomnych pielgrzymów, którzy jakoś nie pukają masowo do naszych drzwi, ale właśnie dla uciekinierów od domowej, bolesnej hipokryzji, których trzeba najpierw dostrzec, poznać, otoczyć szacunkiem i dyskretnie złożyć propozycję zajęcia miejsca przy przygotowanym z myślą o nich pustym talerzu?

ks. Grzegorz Szczygieł MS
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA