poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2018-3, Cykl o Rodzinie

DOBRZE, ŻE BYŁEM TCHÓRZEM

Żona? Dziecko? Dom? Czy takie zwykłe rzeczy mogą być miarą cudowności? Dla wielu to normalność. Marek Łuczak, mój rozmówca, mówi jednak wprost: – Dla mnie to jest cud. To, że mam syna, żonę, dom.

– Opowiedz więc swoje życie – zachęcam. Wcześniej wiedziałem, że człowiek ten Pismo Święte kupił za pieniądze zarobione na sprzedaży złomu. Tej historii nie można jednak sprowadzić do anegdoty. Marek przez lata borykał się z problemami, o których większość z nas stara się nie myśleć.

Spotkaliśmy się w Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Na południu Polski było wtedy pełne słońce, a w powietrzu można było wyczuć nadchodzącą wiosnę. Tydzień wcześniej wydawało się jednak, że zima jeszcze długo nie odpuści. Dopiero po Wielkanocy pogoda od razu przyniosła niemalże letnie upały. Przyroda wciąż jednak była uśpiona. Czekając na prawdziwą wiosnę, po jakimś czasie nieśmiało wypuściła pierwsze liście i pąki. Podobnie wyglądało życie Marka – zima grzechu wydawała się nie kończyć, a do pierwszych znaków prawdziwej wiosny podchodził nieufnie.

– Przeżyłem jakieś sześć, siedem lat całkowitej bezdomności – opowiadał. Jednak nawet bezdomni gdzieś mieszkają: w przytułkach, na dworcach, ławkach, wciąż przeganiani z miejsca na miejsce. Marek stracił dom na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Stracił wtedy także pracę i możliwość mieszkania w hotelu robotniczym.

– Rzadko mieszkałem w hotelu, bo polikwidowali je. Mieszkałem u znajomych, piłem – wskazał na kolejną przyczynę bezdomności – mieszkałem, kiedy robiłem. Ale potem wylądowałem całkowicie na ulicy. Nawet na mieszkanie u kolegi trzeba mieć pieniądze. A jak się nie ma, to albo robota, albo jak się nie stawia, to się nie mieszka.

O stawaniu się mężczyzną
Choroba alkoholowa to nie tylko jego problem. W rodzinie pił dziadek i ojciec. Pewnie kobiety, gdyby nie musiały płakać, też by piły. A miały za kim płakać: brat Marka zapił się na śmierć.

– Pamiętam, że na pogrzebie brata ojciec powiedział mi, że nie przeżyje, jak drugi syn mu się zapije. Mówił, że tylko ja mu zostałem. Skąd się bierze alkoholizm? Czy to tylko choroba? Brak na to konkretnej odpowiedzi, Marek wspomina jednak jeszcze dwie ważne przyczyny: środowisko i brak relacji.

– Tak było na wsi, uważałem, że tak musi być, że chłop musi pić, że nie jest mężczyzną, jak nie wypije. A tak naprawdę szukałem towarzystwa. Najłatwiej było je znaleźć przy alkoholu – bo wcale nie jest tak, że na wsi picie to nieodłączny element przygotowania do życia w rodzinie. Po pierwszym winie w internacie został mi jedynie ból głowy. Dopiero później, po rozpoczęciu pracy, śmielej sięgałem po kieliszek. Miałem prawie osiemnaście lat, uważałem, że jestem dorosły, że mogę sobie na wszystko pozwalać. Wyuczony zawód mechanika kierowcy nie był jego wymarzonym. Idąc w ślady brata, wyjechał na Śląsk, aby podjąć pracę w górnictwie.

– Patrząc z perspektywy lat – mówi – pracując na kopalni, odszedłem od Boga, od tradycji wiejskiej. Dzisiaj widzę, że właściwie nie znałem Boga. Myślałem, że gdy się chodzi do kościoła, to wszystko jest w porządku, że ci, którzy chodzą do kościoła, modlą się, są w porządku. Gdzieś w głębi serca byłem przekonany, że Pan Bóg jest, jednak ciężko było mi Go naprawdę poznać. Trzeba dodać, że tradycja wiejska, której zaprzeczał uczynkami, później ocaliła mu życie. Kolejne wydarzenia skłaniały go jednak do refleksji, że takie życie jest bez sensu. Dodatkowo był daleki od Boga przez kolejne grzechy.

– Po wódce robi się różne złe rzeczy: jakieś bijatyki w hotelu były, potrafiłem skubnąć koledze pieniądze, bo nie było na wódkę. Czułem się coraz bardziej winny, że nie chodziłem do spowiedzi, że jestem kanalią. I brnąłem dalej w to wszystko. Przypominam także sobie swoje górnicze życie – wypłata przepita, potem brakowało pieniędzy, więc pożyczałem gdzieś i dalej po wypłacie znowu tydzień balangi. Nic z tego życia nie miałem. Siedzenie i picie. Monotonia. Alkoholizm to jednak nie tylko ciągły stan odurzenia, ale także konkretne problemy zdrowotne i psychiczne: koszmary nocne, napady lękowe. Do tego zmieniający się w Polsce ustrój kompletnie zmienił także reguły pracy. To nie pracownik, a wytworzony towar był najważniejszy. Restrukturyzowane kopalnie zwalniały ludzi, a powstające spółki górnicze zatrudniały ich na nowych warunkach. Wymagano jednak solidności, a nie zaniedbywania pracy, „bo się chlało”.

(…)

Cała historia cudownego ocalenia Marka Łuczaka w najnowszym numerze „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej nr 3/2018 – temat przewodni NIEMOŻLIWE JEST MOŻLIWE

 

 

Michał Martyna Michał Martyna
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 5, 1-11), V Niedziela zwykła, 10 lutego 2019

Krótki traktat o łowieniu ryb

„Bóg jest dla mnie bardzo ważny” – można nierzadko usłyszeć takie słowa z ust ludzi, którzy nie praktykują swojej wiary wcale lub prawie wcale. Noszą w sobie bardzo silne przekonanie o wyjątkowej pozycji Boga w swoim życiu, jednak nie przekłada się to na żadne konkrety. Czy Go w takim razie w ogóle znają? Czy może jest to tylko owo silne przekonanie, nic więcej? Z kolei słowa „ciągle Bóg nie jest w moim życiu na pierwszym miejscu” można usłyszeć od osób, które regularnie się modlą, spowiadają, przyjmują Komunię świętą, a jakiś fakt z życia, upadek, słabość, skłania ich do takiego wyznania. Czy słusznie?

ks. Grzegorz Szczygieł MS
(rektor naczelny „La Salette”)

"

A F O R Y Z M

„Miejsce każdego z nas zależy wyłącznie od naszego powołania. Powołania nie znajduje się po prostu po zastanowieniu i przeanalizowaniu różnych dróg – ono jest odpowiedzią otrzymaną w modlitwie.”

(Edyta Stein)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

6 dni temu

Dziś Posłaniec zawitał do niezwykle gościnnej dla saletynów Dobrzycy koło Pleszewa! Dla wielu osób związanych z saletynami nazwa Dobrzyca jest bardzo bliska sercu, bo tu przeżyli swoje rekolekcje oazowe. Jeśli pamiętacie - LAJKUJCIE! ... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

1 tydzień temu

Czy ktoś jeszcze waha się czy warto zaprenumerować Posłańca Matki Bożej Saletyńskiej? Oto jeden z argumentów - wywiad z ppor. Agnieszką Pasko, którego pierwsza część ukazała się w styczniowym wydaniu, a drugą będzie można przeczytać w marcu.

"Nie wiem czy wrócę, czy będę miała ręce, czy będę miała nogi, czy będzie ostrzał, czy wróci mój kolega lub koleżanka, jakie padną rozkazy. Żaden patrol nie jest przewidziany czasowo. W każdej chwili może się zmienić sytuacja albo rozkaz. Nie patrzymy w przyszłość na zasadzie co będzie się działo za rok, dwa czy dziesięć lat. Tam jest życie bardzo proste. Jeść. Spać. Przeżyć."

Zaprenumeruj pisząc na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA