poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2016-6, Aktualności

DZIECKO DAREM BOGA

księdzem biskupem Stanisławem Jamrozkiem z diecezji przemyskiej rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

rys_2016-6-002-bpjamrozek„10”, kołyska i beniaminek

Z jakim numerem na koszulce biegał Stasiu Jamrozek po boisku piłkarskim?
W juniorach grałem z „10”. W rzeszowskim „Walterze” i w „Zelmerze” byłem środkowym napastnikiem.

Bramkostrzelny napastnik?
Przyznam, że tak. W jednym meczu strzeliłem siedem goli. Pan Bóg sprawił, że umiałem poruszać się w polu karnym i strzelałem gole.

Czy był wtedy jakiś ulubiony piłkarz z „10”?
Z „10” grał Włodzimierz Lubański. Taki numer na koszulce nosił także Andrzej Szarmach. Oni strzelali sporo goli. Bardzo podobała mi się gra Gerda Müllera. Był, podobnie jak ja, niewysokiego wzrostu.

Skąd pasja do piłki nożnej?
Nasz dom był położony na górce, obok boiska. Żartowaliśmy, że staczamy się razem z kołyską. Zawsze lubiłem grać w piłkę. Z okazji 30−lecia LZS−u razem z braćmi i szwagrami stworzyliśmy drużynę i wygraliśmy z całą Malawą 3:1.

Było was 7 braci i 5 sióstr. Czy siostry też grały w piłkę?
Nie.

Ksiądz Biskup był beniaminkiem…
Tak, jestem najmłodszy z siostrą bliźniaczką, Małgorzatą. Jednak nikt z nas nie był rozpieszczany.

Dziś rodzice tłumaczą małą liczbę posiadanych dzieci brakiem warunków. Jakie warunki
były w rodzinie Jamrozków w Malawie?
Tak naprawdę warunki są w sercu rodziców, w ich miłości – ona jest ważniejsza niż warunki materialne. Największym bogactwem jest miłość rodziców. Otwarcie na życie, przyjęcie kolejnego dziecka daje największe poczucie bezpieczeństwa. Nie pieniądze, ale miłość rodzicielska i troska o dziecko. Chleba nigdy nam nie brakowało. Była gospodarka, trzy krowy – zawsze było mleko, masło i ser. Mieszkaliśmy w bardzo skromnych warunkach – kuchnia i dwa pokoje. Było ciasno, spało się po dwoje w łóżku. Całkiem naturalne było noszenie ubrań czy butów po starszym rodzeństwie. Nigdy nie było przepychu. Pierwszy telewizor marki Ametyst mieliśmy w 1972 roku. Wcześniej na telewizję chodziliśmy do sąsiadów. Pamiętam, jak w niedzielę rano oglądaliśmy „Winnetou”. Rodzicom dzięki pracy udało się jakoś utrzymywać dom. Mieliśmy 3,5 hektara, a tato pracował także jako ślusarz. Był bardzo dobrym fachowcem. Potrafił wiele rzeczy zrobić z niczego. I za to wszyscy go bardzo cenili. Kiedy starsze rodzeństwo kolejno szło do pracy, odciążało rodziców. Ja też z takim nastawieniem szedłem do budowlanki. Chciałem pracować i pomagać rodzicom.

Jak byliście przyjmowani w środowisku jako rodzina wielodzietna?
Nigdy nie było naśmiewania się czy dokuczania z tego powodu. Nasza rodzina cieszyła się dużym szacunkiem. Nie było także skarg od nauczycieli czy sąsiadów. Była w Malawie jeszcze jedna rodzina o tym samym nazwisku – nasi krewni – brat przyrodni naszego taty. On miał dziewięciu synów. Przed wojną był policjantem znanym w Rzeszowie. Mówiło się, że był postrachem dla złodziejaszków.

Rodzice i autorytety

Rodzice już odeszli…
Od śmierci mamy minęło 12 lat. Tata zmarł 36 lat temu, kiedy zdawałem maturę.

Jacy byli rodzice?
Tato był dla nas autorytetem. Chętnie naśladowałem ojca. Bardzo lubiłem z nim pracować. Wykonywałem z nim codzienne prace: orka w polu, zwózka ziemniaków, obrządek przy krowach. Chcąc dorównać braciom, nauczyłem się także kosić. Mama była bardzo wymagająca. W domu był podział na chłopskie i babskie roboty. Dziewczyny uczyły się tego, co bardziej potrzebne w domu – gotowania, sprzątania, prania, a my byliśmy bardziej sposobieni w sprawach gospodarczych.

Czy poza rodzicami w dzieciństwie, w wieku młodzieńczym były inne autorytety, które wywarły wpływ na późniejsze życie?
Gdy grałem w juniorach, miałem dobrego trenera, bardzo go ceniłem. Miał duży wpływ na kształtowanie mojego charakteru. Później – na początku lat osiemdziesiątych – dużym autorytetem był dla mnie wikary w Malawie, ks. Mieczysław Mleczko, który później został proboszczem w Białej, teraz jest już emerytem. Ceniłem w nim jego autentyczność, co też zadecydowało, że odważyłem się właśnie z nim porozmawiać o pójściu do seminarium.

Wiara, kościół i dzieciaki

A jak wyglądało przekazywanie wiary przez rodziców?
Dla chłopaka rola ojca we wprowadzeniu do wiary jest niezastąpiona. Pamiętam, jak tato prowadził mnie za rękę do kościoła. Było to dla mnie powodem do dumy. Zatrzymywał się z gospodarzami, którzy paląc cygara stali pod dzwonnicą i rozmawiał z nimi. Przysłuchiwałem się wszystkiemu. Tato wprowadzał mnie w świat duchowy, w relację z Panem Bogiem. Widziałem ojca często spowiadającego się i przystępującego do komunii świętej. Miał szczególną pobożność do Matki Bożej. Pamiętam go modlącego się podczas peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wtedy też widziałem go płaczącego. Był to chyba 1970 rok. Miałem wtedy dziesięć lat, a tak mocno utkwiło mi to w pamięci.

bpStanisławJamrozekW Wielkim Poście moja siostra z 3−letnim synkiem została poproszona przez rekolekcjonistę o wyjście z nim z kościoła – swoim zachowaniem rozpraszał kaznodzieję i przeszkadzał słuchaczom… Co mają czynić rodzice z małymi dziećmi? Brać ich do kościoła, czy zostawiać w domu?
Ja uważam, że dzieci powinny być prowadzone przez rodziców do kościoła, bo świadectwo mamy i taty pozostaje głęboko w pamięci dzieci. Mnie osobiście nie przeszkadza, jak dziecko płacze, wierci się, czy coś mówi. Ono powoli nauczy się właściwego zachowania. Trzeba tylko dużo cierpliwości ze strony rodziców. Oczywiście, gdyby dziecko głośno się zachowywało przez dłuższy czas, mama powinna zrozumieć, że trzeba je wziąć na chwilę na zewnątrz, żeby się uspokoiło. Ale prowadzenie dziecka na liturgię jest bardzo ważne. Może dawniej było łatwiej, gdyż większy nacisk kładziono na posłuszeństwo dziecka. Dziś trzeba bardziej docierać do serca. Osobiste świadectwo rodziców będzie zawsze decydujące w wychowaniu. Pamiętam ładne zdanie powiedziane przez nieżyjącego już ojca Jozafata Nowaka: „Jak dziecko widzi, że mama i tata chodzą do kościoła i przystępują do sakramentów świętych, to łatwiej wchodzi w misterium paschalne Chrystusa”. Dziecko ma świadomość, że coś ważnego się wtedy dzieje. Kiedy dorośnie, jego wiara będzie przepełniona głęboką relacją do Jezusa, której nauczyło się od
rodziców.

Jak mają zachować się rodzice, kiedy ich dzieci – szczególnie nastolatkowie – nie chcą iść do kościoła razem z nimi?
Moi przyjaciele, którym chrzciłem piąte dziecko, opowiadali o swoim synu, który w pewnym momencie powiedział, że nie pójdzie z nimi do kościoła, motywując to tym, że jego koledzy nie chodzą z rodzicami. Oni powiedzieli: Ale my bardzo cię kochamy i chcemy, żebyś był z nami. Motywacja miłości, a nie przymus, to najlepszy sposób przekonania młodych ludzi.

(…)

Całość rozmowy z ks. Biskupem w najnowszym numerze „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej (2016/6), poświęcony tematowi: BYĆ DZIECKIEM.

 

ks. Bohdan Dutko MS ks. Bohdan Dutko MS
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 9, 18-24), XII Niedziela Zwykła, 23 czerwca 2019

Strojenie odbiornika

„Dobrze, kiedy dzieją się wielkie rzeczy mocą Ducha Świętego, kiedy w sposób namacalny doświadczamy tego, że Pan jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata, ale nie możemy wyrzucić z chrześcijaństwa cierpienia. Nie odkąd Jezus umarł na krzyżu i zmartwychwstał. To wydarzenie sprawiło, że coś tak beznadziejnego jak cierpienie i ból może się stać narzędziem ku dobremu. To na prawdę dobra nowina. Krzyż to etap do poranka zmartwychwstania. Nigdy cel sam w sobie. Nieść swój krzyż w perspektywie życia, które pokonuje śmierć, to być prawdziwie dobrze nastrojonym. Obyśmy nie zniechęcili się wszelkimi zakłóceniami.”
ks. Paweł Baran MS

"

A F O R Y Z M

„Ojciec, głowa rodziny, niechaj będzie wśród swoich przedstawicielem Boga, i niech przewodniczy im nie tylko władzą, ale również przykładem życia.”

(św. Jan XXIII)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

6 dni temu

UWAGA PROMOCJA!
Niespodziankę w postaci ostatniego numeru Posłańca, Łez Maryi i książki "Ryczące owieczki" wydawnictwa Dreams otrzymają trzy osoby, które odpowiedzą w komentarzu na pytanie: DO ILU OŁTARZY IDZIE PROCESJA W BOŻE CIAŁO???
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

2 tygodni temu

Czy spotkaliście kiedyś Pampiludki? Jeśli nie - jest okazja!
Asia Olejarczyk, pisarka, opowiada o tym, jak Duch Święty poprowadził ją do odkrycia Pampilii.

"Podczas Mszy Świętej, kiedy to siedziałam w ławce ze zniecierpliwionymi dziećmi, które niewiele rozumiały z liturgii, poprosiłam Go, by pomógł mi objaśnić im, co właściwie się tam dzieje. Zaczęłam słuchać słów uszami dzieci. Wyobraziłam sobie, że znów mam kilka lat… I poczułam się tak, jakby ktoś mówił do mnie w obcym języku. Na przeszkodzie stały trudne, archaiczne słowa, z którymi dzieci nie stykają się w codziennych kontekstach: „amen”, „hosanna”, „chwała”, „bliźni”, „zbawienie”… Przyszło mi do głowy, by umiejscowić te wyrazy w przyjaznym, baśniowym świecie. Właśnie wtedy przed oczami stanęły mi dwa niewielkie ludziki w kolorowej krainie: pampiludki – Gideon i Alimemek."

Ostatni numer Posłańca możesz otrzymać pisząc na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA