poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2018-1, Rozważania biblijne

KTÓŻ MNIE WYZWOLI..?

(Rz 7, 24)

Wszyscy chcielibyśmy realizować nasze dobre pragnienia. Jedni odczuwają podszepty, aby służyć chorym, inni myślą w porywach serca o dzieleniu się swymi dobrami materialnymi czy intelektualnymi. Panuje dość powszechne przekonanie, że jeśli człowiek chce być dobry, to rzeczywiście taki będzie, zgodnie z maksymą „chcieć, to móc”. Tymczasem nasze doświadczenia są inne. Wielokrotnie wyrasta przed nami mur niemożliwości, którzy niweczy szlachetne marzenia.

Ten wewnętrzny rozłam dokonujący się w nas na poziomie decyzji wyjaśnia święty Paweł, a treści, które przekazuje, dotyczą wszystkich ludzi, którzy nie poznali Chrystusa, albo oddalili się od Niego. Już w świecie pogan pojawiały się spostrzeżenia, że ktoś widzi rzeczy dobre i chce je pełnić, wybiera jednak to, co gorsze, czyli to, czego w pierwszym odruchu serca nie chce.

Zgodnie z nauką Pawłową we wszystkich żyjących z dala od Chrystusa mieszka grzech. Nie należy tego rozumieć w sensie etycznym jako przekroczenie moralnego prawa. Grzech jest widziany tutaj przez Pawła jako osoba, która chce zawładnąć życiem człowieka i wpłynąć na jego wolę – paraliżując ostatecznie wszystkie dobre zamiary. Rodzące się więc szlachetne pragnienia, nie mogą doczekać się realizacji i ustępują miejsca frustracji, poczuciu własnej klęski.

Ta praktyczna lekcja o własnej niemocy musiała być niezwykle ważna w oczach Apostoła, skoro wypowiada ją powtórnie, stosując inne słownictwo. Moralną słabość człowieka ukazuje tym razem w świetle wewnętrznego prawa, reguły, która nie dopuszcza wyjątków. Gdy ktoś zechce czynić dobro i wszystko wskazuje na to, że tak będzie, nagle uwidacznia się zło i wprawia w ruch swoje szpony, udaremniając wykonanie zamierzonego dobra. Wobec takich ataków wszyscy kapitulują.

Grzech jako osoba oraz opisane prawo są na poziomie ludzkim nie do pokonania. Dlatego Apostoł, pisząc w imieniu grzesznej ludzkości, wydobywa z siebie pełne desperacji wołanie „nieszczęsny ja człowiek” (Rz 7,24). Ten dramat wynika z faktu, że ci, którzy są poza Chrystusem, czyli nie mają z Nim więzi, stają się łupem grzechu−osoby i atakującego zła.

Ten ponury tekst nie kończy się jednak jakąś lamentacją. Nagle bowiem Paweł niespodziewanie kieruje dziękczynienie ku Bogu za dar Jezusa Chrystusa. Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie odmieniły całkowicie wnętrze człowieka. W człowieku ochrzczonym pulsuje nowe życie, które jest bożym darem i ma władzę nad grzechem−osobą oraz atakującym złem. Człowiek już nie jest niewolnikiem ciemności. Już nie ma sytuacji „muszę ulec”, pojawiła się bowiem nowa – „mogę ulec, ale nie muszę”.

Dar nowej kondycji nie działa jednak w sposób mechaniczny, zakłada żywą wiarę. Kto zdecydowanie przylgnął do Jezusa Chrystusa, doświadcza zwycięstw, wewnętrznej spójności. W takim człowieku nie ma rozłamu pomiędzy powziętą decyzją a jej wykonaniem. Kto natomiast nie spotkał Chrystusa, albo rozluźnił z Nim więzy, tkwi nadal w starej kondycji albo powraca do żałosnego stanu niewolnika grzechu−osoby i atakującego, zwyciężającego zła.

Wyzwolenie i wolność będąca jej następstwem jest możliwa i stanowi niezbity dowód, że człowiek jest zamieszkany przez Jezusa Chrystusa. W naszym Panu nie ma rozdwojenia, nie ma w Nim, mówiąc językiem Pawłowym, „tak” i „nie” (2 Kor 1,18). Kto się zatem z Nim jednoczy, doświadcza skutków Jego paschalnego zwycięstwa i cieszy się, że może skutecznie czynić dobro mocą żyjącego w nim zmartwychwstałego Pana.

 

ks. prof. Stanisław Witkowski MS ks. dr hab. Stanisław Witkowski MS
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 3, 10-18), Trzecia Niedziela Adwentu, 16 grudnia 2018

Co robić?

Adwent to  czas oczekiwania, ale nie bierności. To czas decyzji, powrotu do źródeł, fundamentów naszej wiary. To dobry moment na powrót do postanowień podjętych i porzuconych, niezrealizowanych, do spraw przegranych, które czekają na kolejną sznasę, zmian taktyki, dociekań, poszukiwań, pytań. Czas, w którym nie wypada mówić „to nie dla mnie”, bo Pan przyjdzie do wszystkich bez wyjątku.

ks. Bartosz Seruga MS
(dyrektor Centrum Informacyjnego Misjonarzy Saletynów)

ROZWAŻANIE SŁÓW EWANGELII

A F O R Y Z M

„Jeśli człowiek pragnie radości, nie może się gniewać.”

(Lew Tołstoj)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

5 dni temu

Misjonarze Saletyni
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

6 dni temu

Zbliża się Wigilia. Wieczór, który warto dobrze zaplanować i przemyśleć.
Publikujemy w całości tekst, który już rok temu miał swój internetowy debiut, teraz także na łamach ostatniego numeru Posłańca o budowaniu relacji.
JEŚLI UWAŻASZ, ŻE TE SŁOWA KOMUŚ MOGĄ POMÓC - PRZEKAŻ DALEJ.

Święta najpiękniejsze, święta najbardziej koszmarne...

Świąteczna rodzinna sielanka
Żłóbek, sianko, mały Jezusek, Najświętsza Panienka, choinka, kolędy, potrawy wigilijne, opłatek, życzenia to podstawowe „składniki” świąt Bożego Narodzenia. To również obrazy, którymi posługuje się machina marketingowa napędzająca przedświąteczne zakupy, a także silnie zakorzeniony, wręcz niemożliwy do pokonania stereotyp definiujący przeżywanie ostatnich dni grudnia. Bo przecież to najbardziej rodzinne święta, najpiękniejsze, mimo mrozu pełne ciepła, bo cała rodzina w miłości i radości spotyka się przy wspólnym wigilijnym stole. Tak ma być i nie może być inaczej. A jeśli nie jest, trzeba zrobić wszystko, aby tradycji stało się zadość. Ciekawe, że nawet mainstreamowe media, które przez jedenaście miesięcy w roku robią niemal wszystko, żeby rozbić i poniżyć rodzinę, zwłaszcza rozumianą po chrześcijańsku, przez te kilka tygodni przed świętami zmieniają się w piewców piękna ogniska domowego.

Hipokryzja
Wigilia i Boże Narodzenie to najpiękniejsze święta dla tych, którzy mają piękne rodziny albo przynajmniej wspomnienie takiej atmosfery, o jakiej tak głośno wokoło, i choćby minimalne środki, aby próbować ją odtworzyć. Biorąc jednak pod uwagę, że ciągle rośnie liczba rozwodów, że wiele rodzin wokół nas to rodziny dotknięte alkoholizmem, fizyczną lub psychiczną przemocą czy innymi czynnikami klasyfikującymi je jako dysfunkcyjne, trzeba powiedzieć, że osób, dla których święta są koszmarem jest wokół nas mnóstwo. Czy członkowie takich rodzin czekają z radością na święta? Częściej adwentowemu oczekiwaniu towarzyszy narastające napięcie, frustracja, niechęć lub lęk. Jak spojrzeć w oczy tym, którzy zadali bądź wciąż zadają ból i którym tak trudno przebaczyć? Jak łamać się opłatkiem z bliskimi, którzy nigdy nie widzą w sobie winy, a w innych wokół – zawsze? Jak spędzić z nimi kilka dni na serdecznych rozmowach, które nijak się nie kleją, bo już od lat nie mamy sobie nic do powiedzenia?
Dylematy
Rzeczywiście zdarza się nierzadko, że świąteczna atmosfera otwiera serca ludzi skonfliktowanych ze sobą i dzielenie się opłatkiem oraz wspólnie spędzony czas są okazją do pojednania i przywrócenia pokoju w rodzinie. Dzieje się tak jednak na ogół tylko wtedy, gdy ludzie są na tyle dojrzali, żeby rozwiązać problemy, wyjaśnić nieporozumienia, uznać swój błąd. To sytuacje, kiedy rany nie są jeszcze głębokie. Niestety w wielu wypadkach problemy są zbyt poważne i trwają nazbyt długo, aby mógł je rozwiązać jeden wigilijny wieczór. I wtedy pojawiają się wspomniane dylematy: Co robić? Trwać w tej farsie czy z nią walczyć? Zostać i znowu cierpieć czy uciekać?
Niewielu ma odwagę przeciwstawić się swoim bliskim. Bywa, że wybierają najbardziej niefortunną formę reakcji – agresję przeciw wszystkim podtrzymującym świąteczne zakłamanie. Nieraz wybierają inną opcję – ucieczkę, odcięcie się. W jednym i drugim przypadku odpowiedzią jest zazwyczaj rodzinny ostracyzm – wykluczenie i napiętnowanie. Mało kto ma siłę udźwignąć ciężar bycia tym złym, nieczułym, niewdzięcznym, egoistą.
Większość osób z dotkniętych patologią rodzin znosi puste tradycyjne rytuały pokornie i milcząco, a święta przeradzają się w kolejną psychiczną przemoc w majestacie religii nowonarodzonego Boga, wiary przodków i ojczystych tradycji.

Co można zrobić?
Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa przede wszystkim z uwagi na siłę głęboko zakorzenionych tradycji, jeszcze raz powtórzę – dobrych tradycji, jeśli ktoś ma zdrową, kochającą się rodzinę. Decyzja należy przede wszystkim do osób dotkniętych cierpieniem przez swoje rodziny. Nieraz nie ma innego wyjścia jak, bez zbędnej agresji, postawić swoim krewnym granice, bądź rezygnując ze wspólnych świąt, bądź, co trudniejsze, nie dać sobie narzucić takiego sposobu ich przeżywania, który jest nie do zaakceptowania, zdecydować, w czym chcę, a w czym nie chcę uczestniczyć. Oczywiście można też zaproponować zmiany, bo przecież tradycja nie jest dogmatem wiary i w różnych krajach są odmienne zwyczaje bożonarodzeniowe, ale nie byłbym w tym względzie przesadnym optymistą. Spodziewałbym się bardziej krytyki i odrzucenia nowatorskich pomysłów niż ich akceptacji.
Co możemy zrobić wszyscy? Przede wszystkim zdać sobie sprawę, że dla wielu osób wokół nas święta Bożego Narodzenia to najbardziej koszmarny czas w roku. Te osoby potrzebują przynajmniej jakiegoś wsparcia, zrozumienia, niekoniecznie dobrych rad i pouczeń. Dobrze byłoby mieć otwarte oczy i nie zamykać się w swojej sielance, jeśli komuś się poszczęściło i ma zdrową, normalną rodzinę. Może pusty talerz przy wigilijnym stole, nieraz będący tylko, nomen omen, pustą tradycją, jest właśnie dla nich? Nie dla mimo wszystko mitycznych jeszcze w Polsce imigrantów lub bezdomnych pielgrzymów, którzy jakoś nie pukają masowo do naszych drzwi, ale właśnie dla uciekinierów od domowej, bolesnej hipokryzji, których trzeba najpierw dostrzec, poznać, otoczyć szacunkiem i dyskretnie złożyć propozycję zajęcia miejsca przy przygotowanym z myślą o nich pustym talerzu?

ks. Grzegorz Szczygieł MS
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA