poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2018-2, Aktualności

NIE MOGŁAM PRZEBACZYĆ

Ulegliśmy pokusie posiadania większych pieniędzy, domu, samochodu. Dlaczego? Bo bracia męża to mieli. On nie mógł się z tym pogodzić, że bracia do czegoś doszli, a on był nikim i bez niczego. Kiedy wyjeżdżał do Ameryki, teściowa powiedziała do mnie, że puszczam Leszka tam, gdzie rozpustę podają na talerzu. Byłam na nią oburzona, ale później, kiedy sobie to przypomniałam, powiedziałam: Panie Jezu, wybacz mi, że tak o niej myślałam. Miała rację, znała swojego syna, którego ja tak naprawdę nie znałam.

Krystyna Pokorna, autorka świadectwa

Ale po kolei.
Było to 12 lat temu. W małżeństwie córki pojawiły się poważne problemy. Szukałam ratunku u Boga, chociaż byłam bierną katoliczką, modliłam się sporadycznie i na Msze Święte chodziłam raczej z przyzwyczajenia. Ważniejsze od Boga były moje dzieci. Koleżanka zaprosiła mnie na Forum charyzmatyczne, którego tematem było przebaczenie. Forum prowadził o. Józef Witko z Polski. Ponieważ mieszkam daleko od Chicago, udałam się tam z kilkoma koleżankami. Ojciec mówił o przebaczeniu, o konsekwencjach braku przebaczenia, o tym, co się dzieje w naszych sercach. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważne w życiu jest przebaczenie. Zaczęłam szukać w pamięci osób, którym nie przebaczyłam.
Przyszedł moment wystawienia Najświętszego Sakramentu. Ojciec Józef zanim zaczął odmawiać modlitwę, powiedział, że w kościele są osoby, które chcą przebaczyć, więc prosi je, aby wyszły na środek.
Pomyślałam, że na pewno chodzi o mnie, ale żadna z moich koleżanek nie wiedziała, jaka walka toczy się w moim sercu. Ojciec Józef nie ustępował, prosił, żeby się nie bać, bo to jest spotkanie z Panem Jezusem.
Byłam już przekonana, że chodzi o mnie, więc wyszłam z ławki, ale nie na środek, tylko uklękłam z boku, żebym nie była za bardzo widoczna.

Ojciec Józef poprosił o powtarzanie za nim: W imię Jezusa Chrystusa (tu prosił, żeby wymienić imię osoby, której chciało się przebaczyć. Ja wymieniłam imię zięcia i jeszcze jednej osoby, którą również bardzo obwiniałam). Jednak o. Józef powtarzał, że są tutaj osoby, które nie chcą przebaczyć swoim bliskim. Pomyślcie – mówił – komu macie przebaczyć, może matce lub ojcu, może to jest mąż czy żona. Kiedy usłyszałam słowo mąż, we mnie jakby zatrzymało się serce. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Trzydzieści dwa lata temu zostawiłam męża i odeszłam z dziećmi.

Wtedy nagle wewnętrznie usłyszałam imię – Leszek. Nie mogłam głośno wymienić imienia męża… Dławiło mnie w gardle. Poczułam straszny żal, bunt. Całe życie stanęło mi przed oczami jak film długometrażowy. Zobaczyłam to, co było najgorsze: że mnie zawiódł, że był dla mnie i naszych dzieci niedobry, że nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha, że jestem
dobra, że jest szczęśliwy, że przyjechałam z Polski do niego… Nie mogłam
przebaczyć.

Ale cały czas słyszałam głos o. Witko i słowa: W imię Jezusa Chrystusa. Za trzecim razem odważyłam się, zamknęłam oczy, zakryłam rękami twarz i powiedziałam: W imię Jezusa Chrystusa przebaczam ci, Leszku! To był niesamowity moment w moim życiu.

Zaczęłam bardzo płakać, wręcz histerycznie. Już nie zależało mi na tym, co pomyślą moje koleżanki. Zaczęłam wołać: Jezu, Jezu, ratuj mnie, Jezu, pomóż mi! Potem podchodziliśmy kolejno do o. Witko po błogosławieństwo, po którym poczułam ulgę i wielki pokój w sercu. Wróciłam do ławki. Modliłam się i zaczęłam przypominać sobie dobre chwile, które przeżyłam z mężem. Lata, kiedy byliśmy w Polsce, kiedy przyrzekaliśmy sobie miłość i kiedy wierzyliśmy sobie. Wtedy zaczęłam prosić Pana Jezusa, żeby przebaczył także i mnie, bo przecież mąż wyjechał za moim przyzwoleniem. Zrozumiałam, że jego wyjazd do Ameryki to było nie tylko jego pragnienie, ale także moje.

Gdybym go naprawdę kochała, gdyby wtedy w naszym małżeństwie był Bóg, on by nie pojechał. A ja w tym wyjeździe bardzo mu pomogłam. Ulegliśmy pokusie posiadania większych pieniędzy, domu, samochodu. Dlaczego? Bo bracia męża to mieli. On nie mógł się z tym pogodzić, że bracia do czegoś doszli, a on był nikim i bez niczego. Kiedy wyjeżdżał do Ameryki, teściowa powiedziała do mnie, że puszczam Leszka tam, gdzie rozpustę podają na talerzu. Byłam na nią oburzona, ale później, kiedy sobie to przypomniałam, powiedziałam: Panie Jezu, wybacz mi, że tak o niej myślałam. Miała rację, znała swojego syna, którego ja tak naprawdę nie znałam.

Wróciłam do domu z ulgą w sercu. Doświadczyłam mocy Jezusa, tego, co On potrafi zrobić z człowiekiem. Czekałam 35, lat żeby to zrozumieć.

Forum było we wrześniu. Dwa miesiące później o godz. 9 rano, zadzwonił u mnie w domu telefon. Odebrałam, przedstawiam się i usłyszałam w słuchawce: Krystyna, żona Leszka Pokornego? Odpowiedziałam tak, to ja. Nie musiałam tego mówić, ale czułam, że ktoś był przy mnie i mi podpowiadał. Nieznajomy powiedział, że miał na północy Chicago tawernę, Leszek pomagał mu i u niego mieszkał. Mówił dalej, że ją sprzedał i wyjechał na Florydę, ale dowiedział się, że nowy właściciel zwolnił Leszka i że on martwi się o niego. – A skąd ty wiesz, że ja jestem żoną Leszka? – zapytałam. Odpowiedział: Leszek był zamknięty w sobie, zamyślony, nigdy nie mówił o rodzinie, nigdy nie mogłem się niczego od niego dowiedzieć.

Mam kolegę policjanta w Chicago. Zwróciłem się do niego o pomoc w odnalezieniu Leszka. Na Facebooku dałem informację, że go poszukuję.

Syn był zdziwiony, zapytałam: jak to się stało? Jak się stało, to powiem ci kiedy indziej, ale pamiętaj, że Bóg macza w tym palce. W międzyczasie często jeździłam do Merytan do ojców franciszkanów, gdzie trwa całodobowa adoracja. Gorąco się modliłam. Pewnego dnia podeszła do mnie nieznajoma i zapytała, czy jestem Polką.

Powiedziała, że muszę nosić w sercu wielkie cierpienie i zaprosiła mnie do parafii Świętej Trójcy w Chicago na zawierzenie siebie i rodziny Matce Bożej.

W piątek przed Wielkim Tygodniem uroczyście zawierzyłam się Matce Bożej. Było to przepiękne, głębokie przeżycie. Ksiądz podszedł do mnie i powiedział: zobaczy pani, jakie łaski pani otrzyma, jak Bóg będzie prowadził panią w życiu swoimi drogami. To mnie bardzo podbudowało.

Minęło kilka dni i nadeszła pierwsza informacja o mężu. Jakaś kobieta napisała na Fecebooku, że znała Leszka i widziała, jak utykając, szedł chodnikiem i prowadził rower. Było to na południu Chicago. Syn dzwonił do wszystkich szpitali i w końcu w jednym z nich dowiedział się, że Leszek tam był i został oddany do domu starców.

(…)
Całość świadectwa – historii Pani Krystyny w najnowszym numerze „La Salette – Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej” – 2018/2 Pokusa , dobra rzecz!

Redakcja Posłańca Redakcja Posłańca
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Mk 4, 26-34), XI Niedziela zwykła, 17-06-2018

Twoja przysięga

Przypowieść bardzo krótka, zwięzła ale tryskającą siłą i dynamizmem. Płynie to samo przesłanie nadziei co u Ezechiela. Przypowieść podkreśla, że Bóg działa z ogromną cierpliwością, aby osiągnąć to, co zamierzył. Przypowieść mówi, że Bóg potrafi czekać i że cierpliwość nie oznacza Jego słabości, ale miłość, dobroć, mądrość.

Przypowieść wprawia w zakłopotanie. Nie mówi co mamy robić a czego nie! Mówi o tym, co dzieje się z ziarnem. Mówi także, że ziarno zna swoje zadanie i wypełnia je kiedy chce i jak chce. Bóg zasiał ziarno, czekamy cierpliwie na owoce!

ks. Jacek Pawłowski MS
(wikariusz generalny Zgromadzenia, rektor WSD Księży Misjonarzy Matki Bożej z La Salette)

ROZWAŻANIE SŁÓW EWANGELII

A F O R Y Z M

„Najcenniejszych rzeczy w życiu nie nabywa się za pieniądze.”

(Albert Einstein)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA