poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   

ŚWIĘTY CZAS NA …

Świętej Ziemi

Moja decyzja o wyjeździe na pielgrzymkę do Ziemi Świętej organizowanej przez Misjonarzy Saletynów była spontaniczna, podjęta zaraz po ogłoszeniu po jednej ze Mszy św. takiej możliwości przez ks. Pawła Raczyńskiego. Choć uczestnictwo w niej z tak dużym wyprzedzeniem stało pod wielkim znakiem zapytania, jednak udział w pielgrzymce okazał się możliwy.

Jechałam z pragnieniem doświadczenia obecności Jezusa w miejscach, w których przebywał dawno temu. Choć te miejsca zmieniły się, to jednak po pozostawieniu za sobą zgiełku współczesnego świata oraz obrazów bardzo pięknych świątyń, mogłam doświadczyć cichej i zarazem mocnej obecności Boga. Niespodzianką dla mnie stały się liczne miejsca spotkań z Maryją i dzięki wędrowaniu z Nią po Ziemi Świętej pełniejsze Jej poznawanie. Niezwykle pomocne w tej duchowej pielgrzymce było przekazywane słowo przez naszych przewodników: pana Stanisława Lipnickiego oraz ks. Bohdana Dutko MS. Dzięki ich wiedzy liczne kwestie dotyczące przenikania się Starego i Nowym Testamentu zostały wyjaśnione.

Nie sposób pisać o konkretnych miejscach i doświadczeniach, których było tak wiele. Każde było niepowtarzalne, było jak zasiew… Zasiew czasu Groty Narodzenia Jezusa to przyjęcie Jego ciała w czasie Mszy św. w kołyskę mych dłoni.

Zasiew czasu góry Tabor to spotkanie z przemienionym Jezusem, który i mnie, i każde cierpienie pragnie przemieniać. Zasiew czasu Ogrodu Oliwnego, więzienia Jezusa, Drogi Krzyżowej to spotkanie z całkowitym poddaniem się woli Ojca nawet wtedy, gdy prowadzi przez tak trudne doświadczenia. Zasiew czasu Wieczernika, Jeziora Galilejskiego, pustego grobu – to spotkania ze Zwycięzcą i doświadczanie, że śmierć od czasu Zmartwychwstania Jezusa przecież już nie istnieje.

Zawsze miałam trudność z wyobrażaniem sobie miejsc opisywanych w Starym i Nowym Testamencie. Zobaczenie ich w czasie pielgrzymki zrodziło we mnie pragnienie czytania Słowa Bożego już z innym spojrzeniem na opisywane miejsca oraz zdarzenia. I chociaż czas pielgrzymki był czasem niezwykłym i pięknym to ufam, że to, co najpiękniejsze jest wciąż przede mną.

Czas spotykania się z Jezusem i Maryją na ziemi mego serca to czas owocowania.

Ewa Wieteska
lekarz, mieszka w Jaśle

 

W OGRODZIE EDEN

Czy człowiek był szczęśliwy? Jeżeli tak, to skąd brało się jego szczęście? (Rdz 2)

 

Utarło się stereotypowe myślenie, że człowiek umieszczony po stworzeniu przez Boga w ogrodzie Eden, zażywał pełni szczęścia. Ów motyw rajskiego stanu pierwotnego szczęścia stał się inspiracją dla literatów i malarzy wszystkich wieków. Wydaje się jednak, że takie stereotypowe ujęcie odsłania tylko część prawdy o tym, jak biblijny autor postrzegał los człowieka w ogrodzie Eden i w czym upatrywał jego szczęście. Odczytanie tego opowiadania we właściwej perspektywie pozwala wydobyć bardzo ważne, aktualne do dziś życiowe prawdy.

Opowiadanie o pobycie pierwszego człowieka w Edenie nie jest samodzielnym niezależnym tekstem posiadającym wstęp, rozwinięcie akcji i jej zakończenie. Jest ono elementem drugiego opowiadania o stworzeniu człowieka (Rdz 2,4b-25). Dopiero w kontekście tego opowiadania nabiera ono właściwego sensu, zamierzonego przez natchnionego przez Boga autora. Wyjęte zaś z kontekstu i interpretowane jako takie przedstawia tylko część prawdy o tym, w czym rzeczywiście tkwi szczęście człowieka.

W drugim opowiadaniu o stworzeniu (Rdz 2,4b-25) człowiek-mężczyzna jest stworzony przez Boga z prochu ziemi zaraz po uczynieniu przez Niego nieba i ziemi. Stało się to przed stworzeniem czegokolwiek innego – trawy, krzewów, drzew i zwierząt. Dopiero po stworzeniu mężczyzny Bóg zasadził dla niego ogród Eden, w którym były piękne drzewa, dające wspaniałe owoce. Pośród tych drzew dwa były wyjątkowe – drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła. Zadaniem człowieka-mężczyzny miała być uprawa rajskiego ogrodu. Mógł on do woli korzystać z jego dobrodziejstw.

Bóg postawił jedynie warunek, by nie spożywał owoców z drzewa poznania dobra i zła. Panowanie nad światem roślin i kształtowanie go nie dawało jednak człowiekowi szczęścia, gdyż cierpiał z powodu samotności. Bóg, widząc to, stwierdza: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). Rezultatem tej decyzji Boga było ulepienie z gleby wszystkich gatunków zwierząt lądowych i ptaków, którym z woli Boga mężczyzna nadawał nazwy, co oznaczało panowanie nad nimi. Żadna z tych istot nie okazała się jednak partnerem dla człowieka – istnieniem, które pozwoliłoby mu wyrwać się z nieszczęścia samotności, podobnie jak nie dawało człowiekowi szczęścia przebywanie i praca w cudownym ogrodzie Eden.

Następnym działaniem Boga w ogrodzie Eden było stworzenie kobiety. Biblijny autor podkreśla, że stało się to bez udziału mężczyzny, którego Bóg uprzednio wprowadził w głęboki sen, po czym stworzył kobietę z żebra wyjętego z mężczyzny. Oznacza, że jest ona z tej samej co on materii, tzn. równa jemu. Dopiero widok kobiety przyprowadzonej przez Boga do mężczyzny, dopełnia jego szczęście w ogrodzie Eden: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2,23). Wydaje się, że wplecenie opowiadania o pobycie człowieka w ogrodzie Eden w narrację o stworzeniu przez Boga człowieka niesie ze sobą kilka ważnych prawd teologicznych, które trzeba tu wyeksponować.

Po pierwsze, autor chce pokazać, że szczęście człowieka nie jest prostą pochodną życia w luksusowych warunkach, których ucieleśnieniem dla ludzi Bliskiego Wschodu było życie w oazie pośród zieleni drzew, gdzie wody było pod dostatkiem. Ani samo przebywanie w tym ogrodzie symbolicznie wyrażającym to, co estetycznie najpiękniejsze, ani praca w nim, nie dawały człowiekowi szczęścia, gdyż nie potrafiły ukoić jego samotności.

Po drugie, żadne zwierzę nie może być partnerem dla człowieka, gdyż nie może mu zastąpić obecność drugiego człowieka. Prawda ta wydaje się być aktualna zwłaszcza dzisiaj, gdy troska o zwierzęta domowe przewyższa niekiedy troskę o życie i dobro drugiego człowieka. Bywa bowiem tak, że ludzie dbają bardziej o swego psa, niż o sąsiada w potrzebie albo bardziej martwią się o los zwierząt w schroniskach, niż ludzi w domach opieki, domach dziecka i przytułkach.

Po trzecie, odpowiednim partnerem dla mężczyzny, danym mu przez Boga, by doświadczył pełni szczęścia, jest kobieta. Dopiero bycie z nią wyrywa go z nieszczęścia osamotnienia, którego nie potrafiło przełamać dostatnie życie w ogrodzie Eden, w świecie roślin i zwierząt. Autor biblijny opatruje słowa mężczyzny „ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2,23) komentarzem „dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24).

Zawarte są tu dwie kolejne istotne prawdy teologiczne. Mężczyzna i kobieta wzajemnie się dopełniają, dopiero razem stanowią pełnię ludzkiej natury. Tylko bycie we wzajemnej bliskiej relacji, wyrażonej w obrazie jednego ciała, pozwala obojgu doświadczać pełni szczęścia, którym Bóg pragnie obdarować człowieka. Konsekwentnie relacje osób tej samej płci – koleżeńskie, przyjaźni, relacje quasi małżeńskie – nie pozwalają doświadczyć pełni szczęścia, którym cieszyli się pierwsi ludzie w rajskim ogrodzie Eden.

I ostatnia prawda: człowiek w ogrodzie Eden nie zawdzięczał swojego szczęścia sam sobie. Jego szczęście było całkowicie darem Boga. Aktywność człowieka sprowadzała się do przyjmowania tego daru. Jak się jednak okaże w następującym bezpośrednio rozdziale Księgi Rodzaju, wolna wola, w którą Bóg wyposażył człowieka, stanie się jego nieszczęściem, gdyż zapragnie być jak Bóg, łamiąc Jego zakaz spożywania owoców z drzewa dobra i zła.

 

KORZEŃ I GAŁĘZIE

(Rz 11, 16-24)

Chrześcijaństwo jest fenomenem, czymś w tym świecie wyjątkowym. Uwrażliwia, aby przyjmować miłość Bożą, uczy wyrozumiałości wobec drugich, objawia się w miłości do bliźnich, czyli wszystkich ludzi. Przypomina także o wdzięczności, która tak rzadko występuje w relacjach między ludźmi i między narodami. Trzeba przyznać, że jako chrześcijanie mamy szczególny powód do serdecznej więzi z narodem wybranym. Już w Ewangelii Janowej zapisanej pod koniec pierwszego stulecia czytamy, że zbawienie bierze początek od Żydów (por. J 4,22).

Temat więzi, odniesień do ludu pierwszego przymierza porusza nade wszystko św. Paweł w swoim najbardziej teologicznym Liście do Rzymian. W samym Apostole dokonał się wewnętrzny przełom odnośnie do rodaków. Wcześniej nie ukrywał wobec nich rezerwy, dystansu, ponieważ kontestowali jego działalność apostolską (por. np. 1Tes 2,14-16). Natomiast w Liście do Rzymian odczuwa wewnętrzny ból, smutek z ich powodu i pragnie, aby byli zbawieni (por. Rz 9,1-3).

Apostoł narodów przypomina nawróconym z pogaństwa, aby mieli szacunek do Żydów. Zaistniałą, nową sytuację po zmartwychwstaniu Chrystusa Paweł przedstawia w obrazie drzewa oliwnego, w którym są gałęzie naturalne oraz wszczepione z dzikiej oliwki. Dokonał się zatem zaszczep wbrew naturze. W przyrodzie bowiem wszczepia się zdrowe gałązki w dzikie drzewo oliwne, a nie odwrotnie. Już sama ta obserwacja ma na celu ukazać nawróconym z pogaństwa, jak wielkiej dostąpili łaski, skoro znaleźli się w życiodajnym pniu i czerpią z niego soki oliwne. Zostali wszczepieni, ponieważ okazali wiarę w Chrystusa i Ewangelię. Doznali Bożej dobroci.

Niektóre jednak gałęzie naturalne zostały odcięte. Paweł wypowiada się w sposób niezwykle delikatny w stosunku do swoich rodaków. Mógłby napisać, że zdecydowana większość gałęzi została pozbawiona jedności z naturalnym drzewem oliwnym. Olbrzymia większość Żydów nie przyjęła przecież Jezusa i Jego ewangelicznego orędzia. Od Apostoła możemy się zatem uczyć wrażliwości i wielkoduszności wobec „odciętych gałęzi”.

Nawróceni pochodzący z pogan są także napominani przez Pawła. Nie mogą wynosić się ponad Żydów. Nie mogą triumfalnie wypominać im przeszłości. Pycha rodzi zawsze dysonanse, pogłębia różnice, dlatego powinna ustępować Bożej bojaźni, czyli respektowi, miłości wobec Boga. Brak bojaźni wychładza serce i prowadzi w prostej linii do niewiary. Ta zaś skutkuje odcięciem od naturalnej oliwki symbolizującej Chrystusa i tych spośród

Izraelitów, którzy Go przyjęli. Należy też pamiętać, że łatwiej jest odciąć gałąź wszczepioną niż naturalną. Paweł zwraca pośrednio uwagę, aby nawróceni z pogan nie utracili poczucia darmowości, wdzięczności, ponieważ nie oni podtrzymują korzeń, ale korzeń ich (por. w. 18).

Rodzi się pytanie, jaki los spotyka gałęzie odcięte. Czy zostały przeznaczone na spalenie? Jeszcze w tym samym rozdziale Apostoł przekazuje nam, że Żydzi są nadal przedmiotem miłości Boga (por. w. 28). Łaski Boże są bowiem dosłownie „nieżałowane” (w. 29). Bóg nie żałuje więc, że obdarzył Izraelitów tak wielkimi darami. To prawda, że ze względu na Ewangelię stali się wrogami (tekst nie mówi wyraźnie czyimi wrogami). Paweł jest jednak wspaniałomyślny i zaraz dopisuje w tym samym wersecie, że stało się to dla naszego dobra.

Apostoł zaprasza zarówno chrześcijan, jak i Żydów do wiary w Chrystusa. Tylko dzięki niej można trwać w drzewie oliwnym i jedynie dzięki niej można być ponownie wszczepionym (por. w. 23). Bóg jest bowiem, jak mówi grecki tekst, „dynatos”, czyli „posiadający moc”. Ma zatem moc czynienia wszystkiego.

Sposób myślenia Pawła charakteryzuje wielkoduszność. Pokora i wdzięczność chrześcijan powinny wyróżniać nie tylko nasze relacje do Boga, ale winny znaleźć swoje odbicie także wobec narodu wybranego, w którego obietnice weszliśmy i przejęliśmy je jako Chrystusowy Kościół.

50 LAT DROGI

W Rzymie 5 maja, odbyła się liturgia dziękczynienia za 50 lat Drogi Neokatechumenalnej. Na spotkanie z papieżem Franciszkiem przybyło ok. 150 tys. ze 134 krajów świata, w tym 8 tys. Polaków. Papież swoje przemówienie oparł na słowach Jezusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19).

Przy okazji tej niezwykłej dziękczynnej liturgii, rozmawiałem z licznymi kardynałami i biskupami przybyłymi z całego świata. Nic nie ma tak wielkiej mocy przekonywania, jak osobiste świadectwo, szczególnie hierarchów, których wypowiedzi udostępniam naszym drogim Czytelnikom.

ks. Bohdan Dutko MS

Zobacz galerie foto z Jubileuszowego Spotkania  —>TUTAJ


Moje osobiste doświadczenie Drogi Neokatechumenalnej rozpocząłem w 1978 roku w Kairze. Byłem wówczas rektorem wielkiej szkoły i zostałem zaproszony do pobliskiej parafii ormiańsko-katolickiej przez proboszcza, który później został biskupem Kościoła ormiańsko-katolickiego w Egipcie.
Rozpoczęliśmy Drogę Neokatechumenalną w 1978 r. razem z ekipą prowadzoną przez o. Romano Matrone. Jestem bardzo wdzięczny Drodze Neokatechumenalnej, ponieważ jestem pewien, że jest to rzecz bardzo ważna. Zaczynałem drogę jako ksiądz, teraz jestem arcybiskupem.

Chcę powiedzieć, że ta Droga jest zbawieniem najpierw dla księży. Wielu księży nie chce Drogi Neokatechumenalnej, ponieważ sądzą, że mają wszystko. Nie, to nie jest prawdą. Pierwszymi, którzy powinni zdobyć doświadczenie Drogi Neokatechumenalnej są księża.

Poznałem Drogę poprzez celebrację Słowa Bożego, Eucharystię, przygotowania po domach i konwiwencje. Droga mnie naprawdę uratowała, ponieważ byłem rektorem wielkiej szkoły i pierwszym moim grzechem była duma. Muszę podziękować, że Droga przyszła w samą porę. Teraz, po czterdziestu latach Drogi w mojej wspólnocie, która jest w Kairze, jestem tutaj, w tym miejscu, pośród tych tłumów.

Po pewnym czasie mnie przeniesiono i zostałem arcybiskupem Egiptu, a w 2008 r. przeniesiono mnie do Jerozolimy. Obecnie, kiedy jestem emerytowanym arcybiskupem, przeżywam Neokatechumenat w maleńkiej wspólnocie w Jerozolimie. Przewodniczę także wspólnotom, które przybywają z całego świata na zakończenie Drogi. Nie możecie sobie wyobrazić radości i miłości,jakie przeżywam, gdy pojawiają się wspólnoty z całego świata, szczególnie te z Włoch i Hiszpanii. Mamy wówczas bardzo piękną liturgię na zakończenie Drogi.

abp Joseph Jules Zerey
emerytowany patriarcha Jerozolimy
obrządku greko-melchicko-katolickiego


50-lat-drogi-rzym-046-2Moje doświadczenie Drogi Neokatechumenalnej jest takie, że Bóg dał Kościołowi w odpowiednim momencie wielki charyzmat. Myślę, że 1968 rok był czasem wielkiego kryzysu dla Kościoła. W tym roku tu, w Rzymie, rozpoczął się ten charyzmat, jakim jest Droga Neokatechumenalna dla odnowienia wspólnot, parafii i Kościoła. To jest dar Boga dla rodzin. Bo dla mnie Droga Neokatechumenalna jest najbardziej przekonująca jako dar dla rodzin. Interesujące jest także i to, że rodzi się tu wiele powołań do
kapłaństwa. To proste – tam, gdzie są rodziny, są także powołania.

kard. Christoph Schönborn OP
arcybiskup Wiednia


Jest ksiądz saletynem? Ach, La Salette… Cudownie. Mamy bardzo znane sanktuarium saletyńskie w Massachusetts. Wykonujecie tam świetną robotę.

Jubileusz 50 lat Drogi Neokatechumenalnej to jest nadzwyczajna uroczystość – 50 lat wyjątkowej służby i niezwykłego charyzmatu, który jest darem dla Kościoła. Ten charyzmat jest wielkim błogosławieństwem, ponieważ tak wielu ludzi przyprowadził z powrotem do Boga. Jesteśmy zachwyceni, że możemy podzielać ten entuzjazm. Wielka liczba ludzi, którzy tu dziś przybyli, świadczy o tym, że Droga jest ważna dla Kościoła.

kard. Sean Patrick O’Malley OFM Cap.
arcybiskup Bostonu

 

(…)

Czytaj pozostałe wywiady ks. Bohdana Dutko MS w najnowszym numerze La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej nr 4/2018 – temat przewodni PIĄTA EWANGELIA

 

 

Wydanie 2018/4 – wersja PDF

Zachęcamy do zapoznania się z wersją PDF naszego pisma we fragmencie.

Temat przewodni numeru 2018/4: PIĄTA EWANGELIA

Pełna wersja dostępna w abonamencie i prenumeracie.
Wybrane artykuły z numeru do pobrania po aktywacji konta użytkownika.

PIĄTA EWANGELIA

„W Ziemi Świętej Jezus nie wędruje już po górach i równinach.

Nie słychać Go w synagogach i Świątyni.

Nie jada w domach celników i grzeszników.

Na szczęście zostawił po sobie żywe ślady.

Dzisiaj można Go spotkać na drogach Galilei, Judei i gwarnej Jerozolimy.

Z wiarą w sercu i Ewangelią w ręku”.

.

Henryk Pietras SJ

Kiedyś byłem przekonany, że do Ziemi Świętej pojadę, gdy w życiu duchowym doświadczę przeżycia ważniejszych miejsc i wydarzeń, które miały tam miejsce. Jednak przed dwunastu laty podczas roku sabatycznego pojechałem na dwa miesiące, aby pełnić posługę kapelana do Nazaretu. Ten pobyt zrodził we mnie miłość i ciągłą tęsknotę do Ziemi Świętej, do której powracam, jak tylko nadarzy się okazja.

Nigdy nie zapomnę wchodzenia nocą na górę Synaj i proklamowania o wschodzie słońca słów ze spotkania Boga z Mojżeszem. A stojąc u jej stóp, wydawało mi się, jakbym słyszał słowo skierowane do mnie: „Ściągnij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą”. Później niezapomniany brzeg Morza Czerwonego i widziane w wyobraźni wyciągnięte ramię Jahwe… Noszę w sobie spojrzenie Mojżesza na górze Nebo z jego zadziwieniem, gdy dostrzegł przed sobą Ziemię Obiecaną (na okładce).

Pamiętam mój zachwyt nad Jerozolimą, miastem piękna skąpanego w słońcu, miastem obecności Boga. To ono zobaczyło naturę Boga objawioną w Jezusie Chrystusie. To tam niewiasty i apostołowie spotkali Zmartwychwstałego.

Jerycho, Jordan, Morze Martwe, pustynia… w tych miejscach zawsze się odnajduję. Przemierzając Galileę odnoszę wrażenie, że nie tyle chodzę śladami Jezusa, co DZIŚ idę z Jezusem. Ernest Renan, autor Życia Jezusa, napisał kiedyś, że Ziemia Święta to „piąta Ewangelia”. Dlatego nie dziwię się, że papież Paweł VI chciał, aby wszyscy seminarzyści przed święceniami mogli postawić swoją stopę na Ziemi Świętej.

Drodzy Czytelnicy, z nieskrywaną radością oddajemy do Waszych rąk nowe wydanie „Posłańca” z nadzieją, że zrodzi w Was pragnienie pielgrzymowania do Ziemi Świętej, do przejścia przez „piątą Ewangelię”.

Drodzy Prenumeratorzy!

Bardzo dziękujemy za przesłane dobrowolne ofiary na rozwój „Posłańca”.

 

Zapowiedź nowego numeru:

Wspólnota

> Życie we wspólnocie

> Między duszpasterstwem masowym a wspólnotowym

> Zwierzyniec kościelny

> Owieczki czy kotki?

> Miejsce nawrócenia

> Tratwa ratunkowa

 

 

ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Mk 9, 30-37), XXV Niedziela Zwykła, 23-09-2018

Pierwszy czy ostatni?

(…)„Jezus poucza swoich uczniów, wyjawia im prawdziwy i najgłębszy sens swojego cierpienia i poniżenia. Na krzyżu Jezus jest ostatni, przegrany, poniżony, jest jednakże całkowicie i do końca posłuszny woli kochającego Go Ojca. Krzyż jest także szczytem Jego zbawczej miłości do nas, ludzi. Kto jest kochany, jest w pewien sposób pierwszy, ważny. Miłość uzdrawia i usuwa poniżenie. Kto natomiast kocha, z miłości może być ostatni.

ks. Grzegorz Szczygieł MS
(redaktor naczelny „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej)

ROZWAŻANIE SŁÓW EWANGELII

A F O R Y Z M

„Należy przyznać, że szczęście w tym życiu opiera się na nadziei nowego i zupełnie innego życia; jest się szczęśliwym wtedy, gdy bliskie jest uobecnienie tej nadziei.”

(Blaise Pascal)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

2 dni temu

Czy piękno może "zbawić świat"? Jakie jest jego miejsce w Kościele? I czym w ogóle jest piękno? W rzeszowskiej wkładce do najbliższego numeru "Posłańca" artykuł Agaty Tokarskiej "Okno, przez które widać muzykę" na temat ewangelizacyjnej roli sztuki sakralnej... i nie tylko.

Jeśli jesteś mieszkańcem Dębowca, Kobylanki, Rzeszowa czy Trzcianki, poszukaj "Posłańca" z dodatkową wkładką z wiadomościami z Twojej parafii!

photo by Pixabay.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

4 dni temu

172 lata temu, w ciepły, wrześniowy poranek, może właśnie taki jak dziś w Krakowie czy Dębowcu, Piękna Pani zjawiła się dwojgu pastuszków. W takim dniu jak dziś warto wrócić do opisu tego spotkania i treści Jej Orędzia. Możesz je znaleźć chociażby tu: www.saletyni.pl/la-salette/objawienie ... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA