poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2009-2, Aktualności, Życie i Rodzina

PREZENT OD BOGA

Marysia zmarła w tydzień po urodzeniu, we wrześniu 2000 roku

Kiedy byłam w czwartym miesiącu ciąży, lekarze poinformowali mnie o ciężkim niedorozwoju mózgu naszego dziecka i że podtrzymywanie dalej ciąży jest bezsensowne, gdyż dziecko po urodzeniu zaraz umrze.

Wróciliśmy do domu z zamiarem ustalenia w klinice terminu aborcji. Byliśmy tak zaskoczeni opinią lekarzy, że nie myśleliśmy o innej możliwości. Pierwszą osobą, z którą rozmawiałam po powrocie ze szpitala była moja przyjaciółka Wania. Powiedziała, żebyśmy nie podejmowali pochopnie tak ważnej decyzji. Zaproponowała rozmowę z księdzem.

Czy Bóg jest?

Udaliśmy się na rozmowę z księdzem, który bardzo nam pomógł. Powiedział nam, że jesteśmy w Kościele i teraz przyszedł dla nas czas dania odpowiedzi na pytanie: czy Bóg jest? Jeśli On jest, to wszystko przewidzi i cała ta historia jest od Niego. Mamy pozwolić urodzić się temu dziecku, a później mówić “tak”, cokolwiek się stanie. Odpowiedzieliśmy – tak! Bóg jest! Zaczęliśmy modlić się i poprosiliśmy naszych przyjaciół o to samo. Doświadczyliśmy (szczególnie w tym czasie), czym jest wsparcie wspólnoty Kościoła.Od momentu, kiedy powiedzieliśmy „tak”, nasze życie się zmieniło. Bóg dał nam pokój serca. Modliliśmy się razem codziennie. Naprawdę byliśmy szczęśliwi. To był cudowny czas łaski. Czuliśmy się jak św. Piotr, kroczący po wodzie…Doświadczyliśmy, jak Bóg nas prowadził. Zabrał nam strach, a dał radość i szczęście.

Bliscy i dalsi

Najbliżsi nie rozumieli naszej decyzji. Pytali ciągle, dlaczego mamy dodawać sobie cierpień. Kiedy przed porodem udałam się do małego szpitala ze świadomością, że wszyscy wiedzą o mojej sytuacji, widziałam, jak dziwnie na mnie patrzyli. Pewnego wieczoru przyszła pielęgniarka i zapytała, dlaczego rodzę to dziecko? Dlatego, że jest to dziecko Boże – odpowiedziałam. Długo ze sobą rozmawiałyśmy i narodziła się między nami przyjaźń.Brat męża jest lekarzem i od samego początku nie rozumiał i nie akceptował naszej decyzji. Pewnej niedzieli przy wspólnym obiedzie powiedział do mnie: wiesz, że to co robicie, jest czymś nienormalnym? Z pewnością po porodzie będą problemy i będziesz potrzebowała psychologa. Jeśli chcesz, znajdę ci odpowiedniego. Co się okazało później? Szwagier miał poważne problemy i to on potrzebował psychologa, a nie ja.

Narodziny Marysi

Kiedy obudziłam się po porodzie, za pytałam męża: Marysia? – Żyje i widziałem ją, jest w inkubatorze – usłyszałam. Poprosiłam lekarzy, aby mi ją przynieśli. Początkowo nie chcieli, ale nalegałam mówiąc: moja córka za chwilę może umrzeć, chcę ją zobaczyć żywą. Po chwili miałam ją przy sobie. Czułam w sercu wielką radość i wdzięczność Bogu.Marysia przeżyła siedem dni. To był dla nas piękny prezent od Pana Boga. Tych siedem dni było dla mnie jakby żyła 30 lat. Karmiłam ją piersią, jak każda matka. Kiedy pomyślę, że mogłam dokonać aborcji… Marysię ukochaliśmy i przyjęliśmy taką, jaką była. W szpitalu nasza córka została ochrzczona.

Umocnieni w wierze

W tym wydarzeniu doświadczyliśmy umocnienia w wierze. Widzieliśmy, że pełnienie woli Bożej nie zabija, przeciwnie, przynosi życie. Nasze małżeństwo zostało zjednoczone. Bóg dał nam głębszą miłość do siebie. Rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, koledzy i koleżanki z pracy – wszyscy na nas patrzyli. To jest sytuacja chrześcijanina – wszyscy obserwują, jak się zachowa. Dziś odczytujemy, że to nasze doświadczenie miało wymiar misyjny. Nasze życie zmieniło się, ale także zmieniło się życie osób, które żyły obok nas. Mój szwagier – oddalony od wiary, towarzyszył nam w tych wydarzeniach, był bardzo poruszony, do tego stopnia, że zaczął chodzić do Kościoła. Kiedy urodziła się Marysia, chciałem wejść do sali noworodków. Pielęgniarka poprosiła mnie do lekarza, który reanimował córkę po jej narodzeniu. Zadał mi pytanie: dlaczego chcieliśmy, aby to dziecko się urodziło? Opowiedziałem całą historię podkreślając, że Bóg jest panem życia i śmierci, że nie my mamy decydować o tym, kto ma się urodzić, a kto nie. Ten lekarz był później obecny na pogrzebie Marysi.

Śmierć Marysi to nie był koniec, ale to był dla nas i dla wielu innych osób początek nowego życia. Historia z Marysią nie zamknęła nas na życie. Po jej śmierci urodziły się nam jeszcze trzy córki i poczęło się nam dwoje dzieci, które już są w niebie (poronienia). Nasze macierzyństwo i ojcostwo było bardzo świadome. Otwartość rodziła się z wiary, że Bóg jest z nami i nas nie zostawi. Bóg naprawdę jest wierny.

Pogrzeb

Niosłem na rękach małą, białą trumienkę przez środek kościoła jako dar ofiarny dla Boga… Byłem dumny jako ojciec. Grób Marysi znajduje się niedaleko Rzymu. Dzieci często pytają, kiedy pojedziemy na grób naszej siostrzyczki?

Pojednanie ze śmiercią

Kiedy zastanawiamy się, co to znaczy być pojednanym ze śmiercią, to przychodzą nam do głowy dwie fundamentalne myśli. Pierwsza, że nie my jesteśmy panami życia, ani śmierci, tylko panem jest Bóg. Bóg daje życie i je zabiera. Druga, że śmierć nie jest końcem. Śmierć jest zawsze początkiem nowego życia.

Sonia i Gerardo De Fe z Rzymu


Przedstawione powyżej świadectwo pochodzi

z numeru „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej

Redakcja Posłańca Redakcja Posłańca
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 10, 38-42), XVI Niedziela Zwykła, 21 lipca 2019

Pierwsze jest: Słuchaj…

„Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.”
ks. Marcin Sitek MS

"

A F O R Y Z M

„Niech twoja mądrość będzie mądrością białych włosów, ale niech twoje serce będzie sercem niewinnego dziecka.”

(Schiller)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

11 godzin temu

Wakacje to nie tylko czas wypoczynku, ale także wielu inicjatyw ewangelizacyjnych. Lipcowy Posłaniec jest poświęcony właśnie tematowi ewangelizacji, nie tylko tej prowadzonej w zorganizowanych akcjach, ale takiej, na którą stać każdego z nas. Pomocą może być artykuł Agaty Tokarskiej o podstawach ewangelizacji oraz kilka praktycznych wskazówek zawartych w posłańcowym ABC ewangelizacji.

Nie masz jeszcze wakacyjnego wydania saletyńskiego dwumiesięcznika? Napisz na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

3 dni temu

Pierwsze jest: Słuchaj...
Homilia ks. Marcina Sitka MS do Ewangelii z XVI niedzieli zwykłej. Która postawa jest właściwa, Marii czy Marty? A może to niewłaściwe pytanie?

W naszym zachodnim, europejskim myśleniu ulegamy zbyt często pokusie przeciwstawiania sobie postaw Marty i Marii. Próbujemy ocenić czyja postawa była lepsza. Powstało bardzo wiele komentarzy do tego tekstu. Najczęściej jednak autorzy tych komentarzy wcale nie przeciwstawiają sobie postaw Marty i Marii. Ich postawy tworzą jedną całość, uzupełniają się.
To wszystko co czyni Marta zostało zamknięte w jednym słowie: Posługa (Diaconein). Nie można tej postawy deprecjonować. Właściwie wszystko co robimy w Kościele począwszy od prostej miłości caritas aż do sakramentów. To służby wzywał Jezus w czasie ostatniej wieczerzy. Ktoś ma odwagę powiedzieć, że postawa Marty, która realizuje to, co jest sercem Ewangelii, jest zła? Przecież sam Jezus powiedział, że przyszedł nie żeby Mu służono lecz aby służyć.
Ta Ewangelia nie odpowiada na pytania o to, która z tych postaw jest lepsza. Odpowiada natomiast na pytanie, która z nich jest pierwsza.
Nie zrodzi się w nikim postawa pięknej miłości i służby wobec drugiego jeśli najpierw nie jest uczniem. Apostołowie zostali wezwani do służby dopiero na ostatniej wieczerzy. Potrzebowali 3 lat słuchania, patrzenia, uczenia się od Jezusa miłości do bliźniego. Dopiero na końcu tej drogi formacyjnej zostali wezwani do posługi. Maria zanim rozpocznie swoją posługę musie siedzieć u stóp Jezusa, patrzeć na Niego i słuchać Go.
Rodzi się czasem w nas taka tendencja żeby ten czas słuchania skracać lub go pomijać. Chcemy koniecznie zacząć działać. Kiedy już "dopadnie nas" myśl żeby się do Boga zbliżyć, myślimy raczej o tym, co by tu zrobić dla Niego lub dla innych. Jezus jednak nie oczekuje najpierw działania. Najpierw usiądź i słuchaj słowa Bożego. Idź i wysłuchaj jakiejś katechezy lub świadectwa. Idź na adorację Najświętszego Sakramentu. Na posługę przyjdzie czas ale najpierw naucz się być uczniem.
Ta pokusa aktywizmu dopada nas wszystkich, także księży i zakonników. Czasem proboszczowie żeby ożywić życie duchowe w parafii zaczynają od zbudowania scholi parafialnej. Zaczynają od zaproszenia ludzi do posługi, do diakonii. Tymczasem logika formacyjna Jezusa jest inna. Najpierw, jako pasterze, powinniśmy zapraszać was do słuchania Słowa Bożego, do formacji, do stawania się uczniami Jezusa. Dopiero później, kiedy jako uczniowie zostaniemy "zarażeni" Miłością Jezusa przyjdzie czas na diakonie.
Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.

ks. Marcin Sitek MS
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA