poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2018-5, Cykl o Rodzinie

RAZEM

Czy wspólnota jest koniecznie potrzebna do zbawienia?

– Popatrzyłem sobie kiedyś z boku, jak wychodzimy na obiad – opowiada mi mój przyjaciel Maciek Sikorski, prowadzący od lat Teatr EXIT. – Niedaleko (dwieście metrów) od sali teatralnej u salezjanów, gdzie mamy próby, jest stołówka. Musimy więc jakoś się zorganizować i do niej dostać. Jestem w ekipie jedyną osobą pełnosprawną. Sześć osób niepełnosprawnych wypracowało już sobie pewien „montaż” (śmiech). Asia (porażenie mózgowe, jest na wózku, ma niesprawne ręce i nogi) idzie z Rysiem, to znaczy Rysiu ją pcha. Sam jest niewidomy, więc Asia, która jest jego oczami, wydaje krótkie polecenia: „w lewo”, „w prawo”, „prosto!”. Za nimi idzie Beatka, która porusza się o kulach, a teraz wiezie Tomka, który ma niesprawne i ręce i nogi. To jest dla Beatki najlepszy sposób poruszania się, bo opiera się o stabilny wózek i bardzo zyskuje na tej konfiguracji. Trzeci duet: Marcin i Zbyszek. Zbyszek ma bardzo ograniczony kąt widzenia i, na dodatek, schizofrenię.

Idąc potyka się i bardzo boi się krawężników, które dla niego są potężną barierą, często nie do przeskoczenia. Pcha wózek z Marcinem, więc czuje się bezpieczniej. Nasze wyjście na obiad to dla mnie kwintesencja wspólnoty. Bo, ci sami ludzie pozostawieni sami sobie, nie mogą zrobić absolutnie nic. Gubią się, są bezradni. Tomek. Marcin, Asia nie wyjdą sami do ubikacji, Beatka nie może się nigdzie przemieścić. A podczas obiadu jeden drugiego karmi. Karmią się nawzajem. Wzruszający obraz…

Mamy się źle

Świetne! To idealny obraz wspólnoty, w której „jeden drugiego brzemiona nosi”, a ludzie doskonale wiedzą (bo przerobili to nieraz na własnej skórze), że słowa Jezusa „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” nie są pobożną metaforą. Mamy się źle. Jesteśmy jak naczynia połączone. Potrzebujemy siebie nawzajem. Skoro nawet samowystarczalny, wszechmogący Bóg… żyje we wspólnocie! Czy wspólnota jest do zbawienia koniecznie potrzebna? – zapytałem przed laty Cypriana Moryca, bernardyna, historyka sztuki, duszpasterza jednej ze wspólnot w Lublinie. Tak – uśmiechnął się zakonnik. – Jest potrzebna do zbawienia. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który przecież jest wspólnotą miłujących się osób.

Bóg jest wspólnotą! To dopiero Dobra Nowina.

– Niespodzianką, na jaką możemy natrafić w tekście oryginalnym pierwszej księgi Biblii, jest to, jak przedstawia się sam Bóg – wyjaśnia Maja Miduch, judaistka – Tekst hebrajski nazywa go Elohim, a przekłady tłumaczą – Bóg. I mają rację! Ale czy oddają wszystko, co zawiera hebrajskie słowo Elohim? Z pewnością nie! Spójrzmy na ów wyraz z perspektywy gramatycznej. Mamy tu rzeczownik rodzaju męskiego i liczby… mnogiej! Tak! Właśnie liczby mnogiej! Więc nie Bóg tylko Bogowie? Jak to? Nie jeden Bóg? Oczywiście, że jeden, Jedyny, o czym może świadczyć choćby przywoływany już wcześniej czasownik „bara” występujący w liczbie pojedynczej: „on stworzył”. Bibliści różnie tłumaczą ową wielość, pobrzmiewającą w hebrajskim słowie. Dotyka ona bowiem tajemnicy, która wydaje się większa, niż mógłby to objąć ludzki rozum. Pogodzenie się z tą tajemnicą stanowi wyraz szacunku dla świętego tekstu Biblii.

Doskonale pamiętam rozmowę z pewnym rabinem, który rozpoznał w Jezusie z Nazaretu obiecanego Mesjasza. Rozmawialiśmy właśnie o Księdze Rodzaju, o Bogu Elohim. „Widzisz – powiedział – czytałem, czytałem, czytałem tyle lat; znałem na pamięć, uczyłem swoje dzieci, uczyłem obcych i co? I nic! Nie widziałem, nie słyszałem, mimo że ON krzyczał już od pierwszego rozdziału: Jestem jeden, ale jest Nas trzech! Rozumiesz coś z tego? Bo ja nie. Ale skoro On tak mówi, muszę zaufać!” Zdumiała mnie jego pokora wobec tekstu Świętej Księgi.

Kto się nadaje?

Bóg jest wspólnotą. Stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo. Wielu pyta: „po co mi wspólnota?”. Wygodnie jest przyjąć taką postawę. Jestem na dystans, mam swój światek, swą bezpieczną norkę, kryjówkę. Nie widzę cierpień drugiego człowieka, jego pragnień, nie słyszę jego wołania, nie poddaję się oczyszczeniu przez braci. Gdybym nie był we wspólnocie myślałbym, że jestem porządnym, pobożnym facetem. Przy znających mnie na wylot braciach trudno udawać.

To przed laty w Krakowie, w czasie ewangelizacji miasta usłyszałem znakomitą dewizę: „Nie rób sam tego, co moglibyśmy zrobić razem”.

(…)

 

Czytaj cały felieton Redaktora Marcina Jakimowicza w najnowszym numerze naszego czasopisma „La Salette – PMB Saletyńskiej” temat przewodni numeru WSPÓLNOTA

 

 

 

Marcin Jakimowicz Marcin Jakimowicz
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 10, 38-42), XVI Niedziela Zwykła, 21 lipca 2019

Pierwsze jest: Słuchaj…

„Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.”
ks. Marcin Sitek MS

"

A F O R Y Z M

„Niech twoja mądrość będzie mądrością białych włosów, ale niech twoje serce będzie sercem niewinnego dziecka.”

(Schiller)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

10 godzin temu

Wakacje to nie tylko czas wypoczynku, ale także wielu inicjatyw ewangelizacyjnych. Lipcowy Posłaniec jest poświęcony właśnie tematowi ewangelizacji, nie tylko tej prowadzonej w zorganizowanych akcjach, ale takiej, na którą stać każdego z nas. Pomocą może być artykuł Agaty Tokarskiej o podstawach ewangelizacji oraz kilka praktycznych wskazówek zawartych w posłańcowym ABC ewangelizacji.

Nie masz jeszcze wakacyjnego wydania saletyńskiego dwumiesięcznika? Napisz na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

3 dni temu

Pierwsze jest: Słuchaj...
Homilia ks. Marcina Sitka MS do Ewangelii z XVI niedzieli zwykłej. Która postawa jest właściwa, Marii czy Marty? A może to niewłaściwe pytanie?

W naszym zachodnim, europejskim myśleniu ulegamy zbyt często pokusie przeciwstawiania sobie postaw Marty i Marii. Próbujemy ocenić czyja postawa była lepsza. Powstało bardzo wiele komentarzy do tego tekstu. Najczęściej jednak autorzy tych komentarzy wcale nie przeciwstawiają sobie postaw Marty i Marii. Ich postawy tworzą jedną całość, uzupełniają się.
To wszystko co czyni Marta zostało zamknięte w jednym słowie: Posługa (Diaconein). Nie można tej postawy deprecjonować. Właściwie wszystko co robimy w Kościele począwszy od prostej miłości caritas aż do sakramentów. To służby wzywał Jezus w czasie ostatniej wieczerzy. Ktoś ma odwagę powiedzieć, że postawa Marty, która realizuje to, co jest sercem Ewangelii, jest zła? Przecież sam Jezus powiedział, że przyszedł nie żeby Mu służono lecz aby służyć.
Ta Ewangelia nie odpowiada na pytania o to, która z tych postaw jest lepsza. Odpowiada natomiast na pytanie, która z nich jest pierwsza.
Nie zrodzi się w nikim postawa pięknej miłości i służby wobec drugiego jeśli najpierw nie jest uczniem. Apostołowie zostali wezwani do służby dopiero na ostatniej wieczerzy. Potrzebowali 3 lat słuchania, patrzenia, uczenia się od Jezusa miłości do bliźniego. Dopiero na końcu tej drogi formacyjnej zostali wezwani do posługi. Maria zanim rozpocznie swoją posługę musie siedzieć u stóp Jezusa, patrzeć na Niego i słuchać Go.
Rodzi się czasem w nas taka tendencja żeby ten czas słuchania skracać lub go pomijać. Chcemy koniecznie zacząć działać. Kiedy już "dopadnie nas" myśl żeby się do Boga zbliżyć, myślimy raczej o tym, co by tu zrobić dla Niego lub dla innych. Jezus jednak nie oczekuje najpierw działania. Najpierw usiądź i słuchaj słowa Bożego. Idź i wysłuchaj jakiejś katechezy lub świadectwa. Idź na adorację Najświętszego Sakramentu. Na posługę przyjdzie czas ale najpierw naucz się być uczniem.
Ta pokusa aktywizmu dopada nas wszystkich, także księży i zakonników. Czasem proboszczowie żeby ożywić życie duchowe w parafii zaczynają od zbudowania scholi parafialnej. Zaczynają od zaproszenia ludzi do posługi, do diakonii. Tymczasem logika formacyjna Jezusa jest inna. Najpierw, jako pasterze, powinniśmy zapraszać was do słuchania Słowa Bożego, do formacji, do stawania się uczniami Jezusa. Dopiero później, kiedy jako uczniowie zostaniemy "zarażeni" Miłością Jezusa przyjdzie czas na diakonie.
Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.

ks. Marcin Sitek MS
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA