poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2016-1, Aktualności

SALETYN Z MONTE DE GOZO

Z księdzem Romanem Wcisło, saletynem z Hiszpanii rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

Obchodzisz srebrny jubileusz kapłaństwa. Co pamiętasz z dnia święceń 19 maja 1990 r.?
Pamiętam, że jeszcze jako diakon śpiewałem Ewangelię o tym, że mamy być „światłem świata i solą ziemi”. Pamiętam także moment namaszczenia rąk. I nic więcej.

ks. Roman Wcisło MS

ks. Roman Wcisło MS

Czym jest dla ciebie ten jubileusz?
Przede wszystkim wielką radością i dziękczynieniem Panu Bogu. Radość tych 25 lat, chociaż nie było łatwo, bo kapłaństwo jest trudne, ale jest też i piękne. Jestem szczęśliwy jako kapłan. Jako człowiek czuję się w kapłaństwie całkowicie zrealizowany.

Jak poznałeś saletynów?
Przez Oazę w Rzeszowie. Właściwie to przez mojego klasowego kolegę, Marka Pękalę. W drugiej czy w trzeciej klasie technikum, powiedział mi o Oazie u saletynów. Wcześniej nic nie wiedziałem ani o saletynach, ani o Oazie. Właściwie to mnie zmusił do tego, żebym poszedł na spotkanie oazowe. Opierałem się, byłem nieśmiały… Pierwszy raz szedłem, jak na skazanie, pełen strachu i cały spocony. Okazało się, że są tam fajni ludzie, życzliwi, otwarci… Zostałem i tak zaczął się też mój kontakt z saletynami.

I zostałeś oazowiczem…
Tak, aż do matury. Jednak nigdy nie byłem ministrantem. Nigdy też wcześniej nie chciałem być księdzem. Jednak w okolicach lutego (w klasie maturalnej) zacząłem odczuwać niepokój.Czułem, że to jest walka z Panem Bogiem. Mówiłem: Boże, mam swoje plany, chcę być inżynierem, mieć żonę i dzieci… Ta wewnętrzna walka trwała przez trzy miesiące. Tuż przed maturą mama powiedziała mi, że na Politechnice Rzeszowskiej nie będzie wydziału budowlanego, na który się wybierałem. Zapytała mnie: Co zrobisz? Idę na księdza – pomyślałem. Oczywiście mamie tego nie powiedziałem. Wtedy poczułem ulgę, miałem pokój w sercu.

Przyszedł czas, aby o decyzji powiedzieć rodzicom…
Mama od razu stwierdziła: Słuchaj, wiedziałam o tym, tylko czekałam, kiedy to powiesz. Matki mają taką intuicję.

Seminarium diecezjalne w Przemyślu było blisko, a jednak wybrałeś saletynów.
Ja nie miałem żadnych wątpliwości, że pójdę do saletynów.

W powołaniu zakonnym i kapłańskim jest też powołanie misyjne. Prawie całe kapłaństwo przeżyłeś w Hiszpanii. Skąd się wzięła ta Hiszpania?
Do seminarium przyjechał ks. Comeau, saletyn z Hiszpanii. Z entuzjazmem opowiadał nam o Hiszpanii. Pokazywał zdjęcia z pracy saletynów, śpiewał i grał na gitarze. Jednak na mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Następnego roku, jeszcze jako kleryk, pojechałem na La Salette. Tam otworzyły mi się oczy. Nagle świat zachodni stał mi się bliższy. Poznałem Hiszpanów i gdy wróciłem do Krakowa, pojawiła się myśl, że może mógłbym tam pracować? Rozpocząłem naukę języka hiszpańskiego. W sierpniu 1989 roku, tuż po święceniach diakonatu, pojechałem na dwa miesiące do Hiszpanii. Podczas tego pobytu, który pokrywał się także ze Światowymi Dniami Młodzieży, Ojciec św. Jan Paweł II celebrował Mszę św. na Monte de Gozo, czyli tam, gdzie teraz jestem. Oczywiście, że wtedy ani przez myśl mi nie przeszło, że ja w przyszłości będę w tym miejscu prowadził ośrodek jego imienia.

Siador to pierwsza placówka, którą zobaczyłeś?
Byłem tam przed laty i widziałem ogromną biedę; to taka dziura zabita dechami… Jeden z naszych przełożonych generalnych powiedział, że oni tam żyją gorzej niż na Madagaskarze.

Co cię skłoniło, aby iść do miejsca, skąd ptaki zawracają?
Pociągnęła mnie możliwość posługi, a także entuzjazm tamtejszych saletynów.

Przyjechałeś do Siador…
Przyjechałem pełen energii i zapału, gotowy do pracy. Języka nauczyłem się w zasadzie szybko, bo we wspólnocie domowej mówiło się po hiszpańsku, nie było innego Polaka. Po miesiącu od przyjazdu odprawiałem w nowym dla mnie języku Mszę św., a na wiosnę już spowiadałem. Nagle okazało się jednak, że nie ma pracy.

Tak bardzo zachęcali, aby przyjechać, a tymczasem siedzę w wiosce, gdzie krów jest więcej niż ludzi. Przyjechałem z Rzeszowa, kiedy religia powróciła do szkół i katecheza była prawdziwą walką. Z takiej walki nagle wpadłem do wioski, gdzie spokojnie pasą się krowy, wieśniacy bez pośpiechu jedzą obiadki, prowadzą życie zupełnie zrelaksowane… Po pierwszym rok pobytu zacząłem się kruszyć, a po drugim roku byłem zdecydowany wracać. Kiedy powiedziałem o tym współbraciom, zaczęła się dyskusja we wspólnocie. Jeśli ty wyjedziesz, to wszystko się rozpadnie. Ale co ma się rozpaść – pytałem? Zadzwoniłem do prowincjała i powiedziałem mu o mojej decyzji. On namawiał mnie, żebym się zastanowił. Ale ja byłem zdecydowany. Pamiętam, że usiadłem i zacząłem się modlić. Wziąłem do ręki Pismo św. i powiedziałem: Panie Boże, daj mi jakieś Słowo. Otworzyłem 2 List do Koryntian i pierwsze, co przeczytałem to tytuł rozdziału: „Paweł zmienia plany podróży”. Pomyślałem, przecież prosiłem Cię, Boże o Słowo, więc teraz nie mogę mówić, że to przypadek. I tak zostałem. Nabrałem pewności, że On ma swoje plany.

Dopiero po czterech latach pobytu zacząłem tak naprawdę pracę duszpasterską, czyli naukę w szkole. Nawiązałem bezpośredni kontakt z ludźmi, później przyszła praca parafialna. Zaczęły się otwierać nowe horyzonty i wszystko nabierało sensu.

Materiał dostępny dla zarejestrowanych użytkowników. Zarejestruj się / Wykup prenumeratę lub Zaloguj się aby uzyskać pełny dostęp.

ks. Bohdan Dutko MS ks. Bohdan Dutko MS
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 9, 18-24), XII Niedziela Zwykła, 23 czerwca 2019

Strojenie odbiornika

„Dobrze, kiedy dzieją się wielkie rzeczy mocą Ducha Świętego, kiedy w sposób namacalny doświadczamy tego, że Pan jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata, ale nie możemy wyrzucić z chrześcijaństwa cierpienia. Nie odkąd Jezus umarł na krzyżu i zmartwychwstał. To wydarzenie sprawiło, że coś tak beznadziejnego jak cierpienie i ból może się stać narzędziem ku dobremu. To na prawdę dobra nowina. Krzyż to etap do poranka zmartwychwstania. Nigdy cel sam w sobie. Nieść swój krzyż w perspektywie życia, które pokonuje śmierć, to być prawdziwie dobrze nastrojonym. Obyśmy nie zniechęcili się wszelkimi zakłóceniami.”
ks. Paweł Baran MS

"

A F O R Y Z M

„Ojciec, głowa rodziny, niechaj będzie wśród swoich przedstawicielem Boga, i niech przewodniczy im nie tylko władzą, ale również przykładem życia.”

(św. Jan XXIII)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

6 dni temu

UWAGA PROMOCJA!
Niespodziankę w postaci ostatniego numeru Posłańca, Łez Maryi i książki "Ryczące owieczki" wydawnictwa Dreams otrzymają trzy osoby, które odpowiedzą w komentarzu na pytanie: DO ILU OŁTARZY IDZIE PROCESJA W BOŻE CIAŁO???
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

2 tygodni temu

Czy spotkaliście kiedyś Pampiludki? Jeśli nie - jest okazja!
Asia Olejarczyk, pisarka, opowiada o tym, jak Duch Święty poprowadził ją do odkrycia Pampilii.

"Podczas Mszy Świętej, kiedy to siedziałam w ławce ze zniecierpliwionymi dziećmi, które niewiele rozumiały z liturgii, poprosiłam Go, by pomógł mi objaśnić im, co właściwie się tam dzieje. Zaczęłam słuchać słów uszami dzieci. Wyobraziłam sobie, że znów mam kilka lat… I poczułam się tak, jakby ktoś mówił do mnie w obcym języku. Na przeszkodzie stały trudne, archaiczne słowa, z którymi dzieci nie stykają się w codziennych kontekstach: „amen”, „hosanna”, „chwała”, „bliźni”, „zbawienie”… Przyszło mi do głowy, by umiejscowić te wyrazy w przyjaznym, baśniowym świecie. Właśnie wtedy przed oczami stanęły mi dwa niewielkie ludziki w kolorowej krainie: pampiludki – Gideon i Alimemek."

Ostatni numer Posłańca możesz otrzymać pisząc na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA