poslaniec LaSalette

Zapamiętaj mnie
PRENUMERATA
POSŁANIEC MBS
ZAMÓW   
2009-2, Aktualności, Życie i Rodzina

Święci na trudne czasy

Zelia i Ludwik Martin – Hiobowe branie łaski i niełaski z ręki Boga – Mało kto kochał tak mocno i tak mocno cierpiał – Regina Mamczur  w oparciu o „ Korespondencję rodzinną” Zelii i Ludwika Martin oraz „Rodzinę Martin” o. Stefana Józefa Piat.

Często wydaje się nam, że gorzej być nie może, że przeżyć dzień od rana do wieczora to zbyt wiele. Że nie do udźwignięcia jest to, co nas spotyka. Kościół prowadzony natchnieniem Ducha Świętego, powierza nas w takich chwilach Zelii i Ludwikowi Martin, patronom trudnych czasów. Ich życie, pełne miłości i szczęścia, oddania Bogu i bliskości z Nim, było doświadczone pieczęcią cierpienia. Tego samego, które smakujemy co dzień, którego nie chcemy i którego się boimy. Świadectwo życia rodziców małej Tereski jest dla nas światłem, bo mało kto kochał tak mocno i tak mocno cierpiał.

Ich droga cierpienia zaczęła się, gdy Leonka, córeczka, której wychowanie nastręczało najwięcej troski, przez 16 miesięcy pozostawała na granicy życia i śmierci.

Rodzice, których pragnieniem było oddać się Bogu, po przyjęciu sakramentu małżeństwa modlili się, by każde z ich dzieci zostało świętym. Zelia tak prosiła Boga ”Jeśli ma kiedyś zostać święta, to uzdrów ją Panie”. Później, gdy zmarł jej teść pisała do bratowej i brata „Przyznam Ci się, że śmierć mnie przeraża. Nie mogę o tym myśleć, że i moich bliskich zobaczę w tym stanie, albo że oni mnie będą taką oglądać”. 

Niestety w niedługim czasie trzykrotnie musiała pochylać się nad ciałami ukochanego ojca i dwóch synków, którzy, marzyła, będą kapłanami i misjonarzami. Swe cierpienie powierzała Bogu i najbliższym „Klęczałam przy grobie mojego ojca i nie mogłam się modlić. O kilka kroków uklękłam przy grobie moich aniołków – ta sama wewnętrzna obojętność. …Patrzyłam na miejsca, gdzie ojciec siadywał. Stałam tam bezmyślnie. Nigdy w życiu nie doznałam takiego ucisku serca. Powróciwszy do domu nie mogłam jeść. Zdawało mi się, że gdyby nie wiem jakie nieszczęście spotkało mnie teraz, nie odczułabym tego wcale”.

Potrzeba, by dzielić się radością i cierpieniem było charyzmatem tej rodziny.

Pełna obaw o następna ciążę tak pisze do brata „ Nie wiem, co powiesz, że będziemy mieli jeszcze jedno dziecko. Nie masz pojęcia, ile mam obaw związanych z przyjściem tego dziecka, którego się spodziewam. Wydaje mi się, że los tych dwóch ostatnich będzie jego udziałem i to jest dla mnie nieustannym koszmarem. Myślę, że ten lęk jest gorszy niż samo nieszczęście. Dziś rano na mszy świętej miałam takie czarne myśli na ten temat, że byłam przerażona. Najlepiej oddać wszystkie sprawy w ręce Boże i ze spokojem i wyrzeczeniem się własnej woli oczekiwać. Właśnie tak usiłuje postępować”.

W tym samym czasie zmarło dziecko brata Zelii, Izydora, co również bardzo przeżyła, ”Jak Cię mam pocieszyć, gdy sama również bardzo potrzebuje pociechy. Jestem cała roztrzęsiona, chociaż poddana woli Bożej. Mój drogi mały Józio umarł na moich rękach dziś rano o siódmej godzinie, gdy byłam sama z nim. Spędził całą noc w okrutnych cierpieniach, modliłam się ze łzami o jego wyzwolenie”.

Jednocześnie modliła się, prosząc o wstawiennictwo swe zmarłe dziecko, gdy chorowała jej córeczka Helenka „Zostałam dziś natchniona, by zwrócić się z prośbą do mojego Józia, który umarł przed pięcioma tygodniami. Biorę chore dziecko, składam mu rączki, by modliło się do swego braciszka. Nazajutrz rano ucho było całkiem wyleczone”. Niestety Helenka po długiej chorobie umarła z wycieńczenia. Zelia wyrzucała sobie, że nie rozpoznała objawów choroby, choć zrobiła wszystko, by zapewnić córeczce pomoc lekarską i właściwą opiekę. Prosiła o pocieszenie siostrę, brata i bratową „Przed pogrzebem spędziłam ostatnią noc przy ukochanej córeczce. Była jeszcze piękniejsza niż zwykle. Sama ja ubrałam i złożyłam do trumny. Myślałam, że skonam, ale nie chciałam, by kto inny ją dotykał. Jest mi ogromnie smutno, napiszcie mi, jeśli możecie, by mnie pocieszyć.

Po śmierci Helenki stan zdrowia Zelii pogorszył się, gorączkowała. Wyobrażała sobie, że odejdzie spokojnie jak ona. Pisała jednak w liście do bratowej „Odkąd straciłam to dziecko mam gorące pragnienie zobaczyć je z powrotem. Ale te, które pozostały, potrzebują mnie,  z ich powodu proszę Boga, by mnie pozostawił jeszcze kilka lat na ziemi”. Pisząc ten list Zelia spodziewała się kolejnego, ósmego dziecka. I ono jednak żyło tylko kilka miesięcy. Zrozpaczona matka tak opisywała jego śmierć „Jej agonia rozpoczęła się z rana, o godzinie wpół do jedenastej. Nie da się wyobrazić ile wycierpiała! Jestem w rozpaczy. Tak bardzo kochałam to dziecko Przy każdym nowym zgonie wydaje mi się, że to dziecko, które tracę, kochałam bardziej niż inne. Ta była piękna jak kwiat. Poza tym sama ją pielęgnowałam. Ach chciałabym również umrzeć!” Kolejny list był już zgodą na wolę Bożą: „Jest już po wszystkim, nie ma na to lekarstwa. Najlepiej będzie poddać się woli Bożej. To dzieciątko jest już szczęśliwe i to stanowi dla mnie pociechę.” Pojawia się również pragnienie „by mi dobry Bóg dał w zamian nowe” Była nim Mała Terenia od Dzieciątka Jezus.

Oprócz opisanych cierpień współmałżonków, Zelia i Ludwik przeżyli jeszcze pełną lęków opiekę nad Marynią, chorą na tyfus. Terenia, która po śmierci mamy bardzo chorowała i walczyła ze śmiercią, została uleczona przez cud Matki Bożej  Zwycięskiej.  To właśnie ona przeczuła chorobę umysłową ojca, która po śmierci żony, długim okresie wdowieństwa i opieki nad córkami stała się jego droga cierpienia.

Mimo wszystkich cierpień serce współmałżonków nie skamieniało z bólu. Wspierając się wzajemnie, świadcząc sobie miłość duchową i fizyczną byli niezmiennie otwarci na życie, na błogosławieństwo łona, chcąc przysporzyć Bogu nowych świętych. Mimo, że szczęście rodzinne i czuła opieka nad dziećmi przeplatała się z chorobami, obawami o życie oraz utratą czworga dzieci, ich miłość, wiara i ufność rosła.

 Zwraca uwagę ich dzielność. Teraz, gdy tak wiele mówi się o „neurotycznej osobowości naszych czasów” w „Korespondencji rodzinnej” maluje się obraz dzielnej niewiasty. Cnota, o której mówi Biblia, jest łaską, towarzyszącą tym, którzy powierzają swój ból Bogu. Ból tak dojmujący,  tylokrotny a jednak przyjęty.

 


Artykuł pochodzi

z numeru „La Salette” Posłaniec Matki Bożej Saletyńskiej

Regina Mamczur Regina Mamczur
ROZWAŻANIA SŁÓW EWANGELII
(Łk 10, 38-42), XVI Niedziela Zwykła, 21 lipca 2019

Pierwsze jest: Słuchaj…

„Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.”
ks. Marcin Sitek MS

"

A F O R Y Z M

„Niech twoja mądrość będzie mądrością białych włosów, ale niech twoje serce będzie sercem niewinnego dziecka.”

(Schiller)


CZYTANIA LITURGII NA DZIŚ
MULTIMEDIA
FACEBOOK

12 godzin temu

Wakacje to nie tylko czas wypoczynku, ale także wielu inicjatyw ewangelizacyjnych. Lipcowy Posłaniec jest poświęcony właśnie tematowi ewangelizacji, nie tylko tej prowadzonej w zorganizowanych akcjach, ale takiej, na którą stać każdego z nas. Pomocą może być artykuł Agaty Tokarskiej o podstawach ewangelizacji oraz kilka praktycznych wskazówek zawartych w posłańcowym ABC ewangelizacji.

Nie masz jeszcze wakacyjnego wydania saletyńskiego dwumiesięcznika? Napisz na adres: poslaniec@poslaniec.com
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku

3 dni temu

Pierwsze jest: Słuchaj...
Homilia ks. Marcina Sitka MS do Ewangelii z XVI niedzieli zwykłej. Która postawa jest właściwa, Marii czy Marty? A może to niewłaściwe pytanie?

W naszym zachodnim, europejskim myśleniu ulegamy zbyt często pokusie przeciwstawiania sobie postaw Marty i Marii. Próbujemy ocenić czyja postawa była lepsza. Powstało bardzo wiele komentarzy do tego tekstu. Najczęściej jednak autorzy tych komentarzy wcale nie przeciwstawiają sobie postaw Marty i Marii. Ich postawy tworzą jedną całość, uzupełniają się.
To wszystko co czyni Marta zostało zamknięte w jednym słowie: Posługa (Diaconein). Nie można tej postawy deprecjonować. Właściwie wszystko co robimy w Kościele począwszy od prostej miłości caritas aż do sakramentów. To służby wzywał Jezus w czasie ostatniej wieczerzy. Ktoś ma odwagę powiedzieć, że postawa Marty, która realizuje to, co jest sercem Ewangelii, jest zła? Przecież sam Jezus powiedział, że przyszedł nie żeby Mu służono lecz aby służyć.
Ta Ewangelia nie odpowiada na pytania o to, która z tych postaw jest lepsza. Odpowiada natomiast na pytanie, która z nich jest pierwsza.
Nie zrodzi się w nikim postawa pięknej miłości i służby wobec drugiego jeśli najpierw nie jest uczniem. Apostołowie zostali wezwani do służby dopiero na ostatniej wieczerzy. Potrzebowali 3 lat słuchania, patrzenia, uczenia się od Jezusa miłości do bliźniego. Dopiero na końcu tej drogi formacyjnej zostali wezwani do posługi. Maria zanim rozpocznie swoją posługę musie siedzieć u stóp Jezusa, patrzeć na Niego i słuchać Go.
Rodzi się czasem w nas taka tendencja żeby ten czas słuchania skracać lub go pomijać. Chcemy koniecznie zacząć działać. Kiedy już "dopadnie nas" myśl żeby się do Boga zbliżyć, myślimy raczej o tym, co by tu zrobić dla Niego lub dla innych. Jezus jednak nie oczekuje najpierw działania. Najpierw usiądź i słuchaj słowa Bożego. Idź i wysłuchaj jakiejś katechezy lub świadectwa. Idź na adorację Najświętszego Sakramentu. Na posługę przyjdzie czas ale najpierw naucz się być uczniem.
Ta pokusa aktywizmu dopada nas wszystkich, także księży i zakonników. Czasem proboszczowie żeby ożywić życie duchowe w parafii zaczynają od zbudowania scholi parafialnej. Zaczynają od zaproszenia ludzi do posługi, do diakonii. Tymczasem logika formacyjna Jezusa jest inna. Najpierw, jako pasterze, powinniśmy zapraszać was do słuchania Słowa Bożego, do formacji, do stawania się uczniami Jezusa. Dopiero później, kiedy jako uczniowie zostaniemy "zarażeni" Miłością Jezusa przyjdzie czas na diakonie.
Kościół przez wiele stuleci przyglądał się Marii i Marcie i właściwie odczytał relację między uczniostwem a diakonatem. Każda poważna droga formacyjna w Kościele umiejscawia Diakonie na końcu formacji. Tak jest w: Ruchu Światło Życie, Odnowie w Duchu Świętym, Szkole Nowej Ewangelizacji czy Neokatechumenacie.
Oby nas Chrystus dziś skutecznie przekonał, że jesteśmy w stanie posługiwać w Kościele tylko na tylko, na ile potrafimy słuchać Jego Słowa.

ks. Marcin Sitek MS
... WięcejMniej

Zobacz na Facebooku
PARTNERZY
KARTKA z KALENDARZA